Sobota - --
Niedziela - --
Poniedziałek - --

19-05-2011 13:53

Ten jeż już nigdy więcej nikogo... Zaraz... A jednak! Obrazoburczy, niestroniący od uciech beztroski Jeż Jerzy szturmuje X muzę. Z kart komiksu przenosi się na duży ekran, a biorąc pod uwagę rozmach jego twórców - możliwe, że zagości tam na dłużej.

Ten jeż już nigdy więcej nikogo... Zaraz... A jednak! Obrazoburczy, niestroniący od uciech beztroski Jeż Jerzy szturmuje X muzę. Z kart komiksu przenosi się na duży ekran, a biorąc pod uwagę rozmach jego twórców - możliwe, że zagości tam na dłużej. Staż i doświadczenie ma już dość spore - zgorszenie sieje od 1996 roku. Zaczynał dość skromnie, w kultowym magazynie "Ślizg" poruszającym się w szerokich meandrach kultury hip-hopowej. Aż stopniowo z czasem sam stał się obiektem kultu i rozpoczął samodzielny żywot w albumach poświęconych już tylko jemu (choć warto tu dodać kilka postaci, bo kimże byłby Jeż Jerzy bez takich adwersarzy jak Stefan i Zenek czy El Dresso!).

Jeż Jerzy jest żywym dowodem na to, że antybohater potrafi zjednać sobie odbiorców i swoją bezczelnością oraz brakiem wszelkich zahamowań kształtować świat na swój sposób. Podobny los spotkał jego znakomitego poprzednika, prawdziwy archetyp jeśli chodzi o prowokacje komiksowe - Kota Fritza. Ten wiecznie zdegustowany i uganiający się za płcią przeciwną prowokator szokował na przełomie lat 60-tych i 70-tych przeżywającą rewolucję kulturową Amerykę. Autor "Kota Fritza" - Robert Crumb na tle różnych przygód swego bohatera (od zwykłych studenckich imprez, po karierę w CIA) ukazywał zepsucie moralne społeczeństwa podążającego bezmyślnie za ideami, których nie rozumieją. Wtedy Fritz był swoistym wentylem przez który uchodziła nadęta duma mieszczaństwa amerykańskiego.

Dziś Jeż Jerzy odgrywa podobną rolę, choć w zupełnie innych warunkach. Zamiast rewolucji kulturowej, mamy zachwianie systemu wartości i granicy między tym co dobre a co złe. JJ zaś swobodnie porusza się pomiędzy tymi strefami na deskorolce, samemu decydując o tym gdzie jest granica dobrego smaku. Często zresztą ją przekracza zyskując sobie tym samym "szacunek na mieście". Od kolejnych albumów poświęconych JJ możemy spodziewać się następnych dosadnych komentarzy nt. coraz bardziej natrętnej i męczącej rzeczywistości, podanych w sposób bezpośredni i z solidną dawką pikanterii. Czego się spodziewać po filmie? Może tego, że to co do tej pory można było wyczytać między wierszami teraz nabierze jeszcze większej siły i zatka odpowiednich ludzi tym, co jeże lubią najbardziej!