Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

19-05-2011 19:29

Już od kilku, może kilkunastu lat dyskutuje się o stworzeniu w Szczecinie dużego wydarzenia muzycznego. Bo stolica Pomorza Zachodniego ma aspiracje, ambicje i Bóg wie co jeszcze. W pewnym momencie tym dążeniom przyklasnął Urząd Miasta. Włodarze pomyśleli sobie: Szczecin będzie miastem rockowym.

I wspólnie z firmą powiązaną z Radiem Eska stworzyli "coś". Poziom, frekwencja i miejsce festiwalu były co najmniej mierne. Przebrzmiałe gwiazdy z formacją Limp Bizkit na czele nie pokazały niczego szczególnego. Z wyjątkiem: jeden z muzyków nu-metalowej formacji wdał się w awanturę z obsługą największego szczecińskiego hotelu. Szczecin Rock Festiwal umarł. I dobrze. Władze jednak chciały zapewnić ludziom igrzyska i wypełnić pustkę.
Rok później rozpoczęły się rozmowy z Polską Telefonią Cyfrową, właścicielem marek Era i Heyah. Była mowa o koncercie gwiazdy formatu Red Hot Chilli Peppers, imprezach klubowych oraz finale konkursu młodych talentów. Na gadaniu się skończyło. I w opinii wielu Szczecin został z niczym.
Ale czy na pewno musimy silić się na sprowadzanie do nas zachodnich gwiazd i gwiazdeczek? Konstruować kolejne nierealne i megalomańskie projekty? Dogadywać się z miastem na temat pokrycia 80 proc. kosztów imprezy? Koncepcja absolutnie bez sensu.
Szczecinowi nie brakuje fajnych, kameralnych, wartościowych imprez muzycznych. Mamy przecież Boogie Brain, Akustyczeń. I chyba starczy. Rozwijajmy je konsekwentnie, może za kilka lat okaże się, że będzie o nich jeszcze głośno. Tworzenie kolejnego festiwalu jest bezcelowe. Nie przebijemy Open'era i krakowskiego Coke Live Music. Za tymi wydarzeniami stoi przecież potężna machina finansowa i medialna.
Jeśli ktoś ma jednak wspaniały pomysł i chciałby go realizować, to proszę bardzo. Ale pod jednym warunkiem. Pieniądze powinny być zebrane głównie od sponsorów, nie z kasy miejskiej. Trochę operatywności, drodzy pomysłodawcy i organizatorzy imprez muzycznych!

Artykuł z numeru: [#7] 05/2011
0
komentarze