Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

31-08-2011 09:57

Street art to dziedzina z założenia ogólnie dostępna, uliczna i publiczna. Artystyczne działania w przestrzeni miejskiej to ruch niezależny, przez niektórych zestawiany z pojęciem "wandalizmu", przez niektórych przenoszony w galeryjną przestrzeń wystawienniczą. Jest to subkultura i pewna kultura bycia. Rzeczywistość namacalna, bogata w byty, o istnieniu których większość osób z zewnątrz najprawdopodobniej nie ma pojęcia.
W ciągu ostatnich lat, niektóre działania uliczne tracą charakter wandalizmu i nielegalności. Twórcy malowideł naściennych są zapraszani do projektów tematycznych, niejednokrotnie zaangażowanych społecznie, takich jak na przykład murale historyczno-rocznicowe.
W rozmowie z Glamrurami i Lumpem - niekwestionowanymi przedstawicielami szczecińskiej sceny - zapytaliśmy czym dla nich jest działalność w przestrzeni miejskiej.


Jakim terminem określacie formę działalności, którą uprawiacie?
Glamrury: Glamrury to projekt korzystający z każdej dostępnej formy kreacji wizualnej, z każdej aktualnie nam potrzebnej lub sprawiającej przyjemność.
Lump: Nie jestem w stanie określić ścisłych ram swojej działalności, ponieważ działam w przestrzeni miejskiej wykorzystując wiele znanych mi form przekazu takich jak mural, billboard, instalacja.

"Street art, post graffiti, sztuka miejska nazywaj to jak chcesz! Jest to surowa esencja o pozostawieniu swojego śladu egzystencji, aby naznaczyć albo rozśmieszyć publiczność, jak również wyzwalające FUCK YOU! do mocy, które nazywają naszą prace wandalizmem"
D*Face


Czy Wasza działalność to bardziej ubarwienie zastanej rzeczywistości czy komentarz do niej?

Glamrury: To się przeplata, nie zamykamy się w żadnych ramach, wyszłyśmy od opcji dopełnienia istniejących wydarzeń, które zawsze zostawiają lukę na komentarz.
Lump: Ilustracja w przestrzeni miejskiej chcąc nie chcąc nadaje koloryt w tym smutnym i szarym mieście. Z drugiej strony jest komentarzem, informacją, którą próbuję przekazać lub swoistym street żartem.

Jak ważny jest dla Was czynnik bezprawnej ingerencji w przestrzeń miejską?
Glamrury: Glamrury są projektem przede wszystkim generującym przyjemność jego twórcom. Tu wchodzą w grę preferencje odnośnie form spędzania wolnego czasu, dla nas jest to bardzo ważny element z racji upodobania do chodzenia po dachach, miastach w nocy itp. Jednocześnie hasło art projekt jest w stanie otworzyć większość drzwi, wystarczy tylko zapukać.
Najbardziej pociągające w sztuce, nie tylko w sztuce ulicy, jest poczucie, że jest ona w pewien sposób ponad prawem, taka jest jej rola, że przekracza granice, zarówno z uwagi na formę jak i treść. Jest dobrem ogólnym, za którym ustawodawstwo nie będzie nadążać. Rolą świadomego twórcy jest umiejętne balansowanie na tej płaszczyźnie i przekraczanie tych granic tylko w uzasadnionych przypadkach. Przemyślana ignorancja wobec przepisów i norm.
Domeną ludzi, którzy bawią się w street art to odwaga kreacji szybszej niż pozwolenia, których zdobycie zazwyczaj nie byłoby niewykonalne lecz ograniczające w czasie.
Istnieje droga szkoły akademickiej, dobrego projektu, profesjonalnej technologii i długiej drogi urzędowej, które skutecznie mogą zabić świeżość wypowiedzi. W projektach żywych, pozostających w aktualnym dyskursie taka droga jest niewykonalna, lub niepotrzebnie pochłaniająca energię. Są to równoległe nie wykluczające się wybory płaszczyzn kreacji twórczej. Każdy robi to co lubi i co go jara. Dla nas osobiście jedną z większych przyjemności tego projektu jest jego nielegalna forma, jedni lubią taką adrenalinę inni nie, my tak :P
Lump: Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał coś zmienić, czasem wbrew prawu, czasem tylko je lekko naginając. Ktoś, kto będzie chciał prowadzić dyskusję, być nadawcą informacji dla miasta, mając nadzieję, że zostanie ona dobrze odczytana i zrozumiana. Nie ma sensu bawić się w pozwolenia - to zabiera czas i zabija wolność twórcy.

Czym różni się według Was uliczna działalność artystyczna od wandalizmu?
Glamrury: Świadomością granicy między jednym a drugim, treścią, estetyką.
Lump: Jest to różnica między chęcią zaznaczenia danej przestrzeni, a chęcią wykorzystania jej i stworzenia obrazu, który będzie uzupełniał to miejsce i komponował się z otoczeniem. Jednak zawsze znajdą się ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, ale wykorzystując te same techniki przekazu demolują przestrzeń, nie wnosząc nic pozytywnego.

Co jest ważniejsze w ulicznych działaniach artystycznych: forma czy treść?
Glamrury: W każdej dziedzinie sztuki oba te czynniki żyją równolegle, jeśli treść jest wystarczająco mocna nie potrzebuje wsparcia estetyki, chociaż każda aktywność jakąś generuje. Stara zasada mówi, że najprostsze pomysły są najlepsze. Jeśli estetyka jest porywająca, możemy dać się jej ponieść nie potrzebując treści, bo jej treścią jest samo z nią obcowanie, ale mówimy tu o rzeczach mocnych, dobrych. Zostają nam jeszcze niesamowite ilości kombinacji tych dwóch opcji ;] Dziełem genialnym pozostaje umiejętna gra obydwu.
Dla nas najważniejsza jest przyjemność tworzenia naszej treści i estetyki lub świadomy ich brak.
Lump: Sztuka, która ma nie rzucać się w oczy, która nie ma adresata jest pozbawiona sensu. To artysta nadaje jej sens, ale z myślą o konkretnym odbiorcy.

Działania mieszczące się w ramach street artu są z reguły tymczasowe. Nie ma w Was chęci stworzenia czegoś trwałego?
Glamrury: Street art też bywa trwały, jednak wiadomo - jeśli wychodzisz na ulicę musisz się liczyć z tymczasowością swojej pracy; pewną rekompensatą może być oczywiście fakt dotarcia do wielokrotnie szerszego odbiorcy. Galeria od wschodu do zachodu miasta otwarta.
Lump: Nic nie trwa wiecznie. W graffiti czy street arcie bardzo ważną rolę odgrywa dokumentacja. Gdy mam już zdjęcie, następnego dnia ściana może się zawalić. Nie dbam o to!

Jak w Szczecinie miewa się street art w różnych swoich odsłonach: graffiti, vlepka, instalacja...
Lump: Miewa się nie najgorzej. Graffiti jak zawsze w Szczecinie hula prężnie, czynne ekipy cały czas dają do wiwatu. Tak na legalnych spotach jak i pod osłoną nocy. Działań street artowych mogło by być więcej i na większą skalę, format. Szczecin w porównaniu do innych miast kuleje jedynie pod kątem różnorodności form przekazu.

Artykuł z numeru: [#3] 01/2011
0
komentarze