Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

18-05-2011 15:12

W mijającym roku mieliśmy okazję zobaczyć wiele dobrze skonstruowanych obrazów oraz cieszyć oko doskonałą grą aktorską.

Początek roku zaczął się mocnym i ambitnym społeczno-politycznym uderzeniem, jednym tchem wymieniając: "Głód", "Fish Tank", "Gorzkie mleko". Wśród wielkich kinowych produkcji nie zawiedli Guy Ritchie przybrudzający nieco obraz dżentelmena Sherlocka Holmesa, Ridley Scott zdradzający legendę Robina Hooda, grzebiący w snach Christopher Nolan w "Incepcji" oraz robiący zamęt na giełdzie Oliver Stone w sequelu "Wall Street: pieniądz nie śpi". Ponadto mieliśmy okazję obejrzeć wiele niezwykłych dokumentów: artystyczne "Śmietnisko" Lucy Valker, muzyczne: "The Doors - Historia nieopowiedziana", "Full metalowa wiocha" czy "Zew wolności" z rodzimego podwórka oraz zekranizowaną przez Michaela Winterbottoma "Doktrynę szoku" Neomi Klein.

Nie obyło się jednak bez rozczarowań, największym w moim przekonaniu było "The Box" - twórcy kultowego "Donnie Darko" Richarda Kelly. Tym razem zaprezentował nam film banalny, przerysowany, w którym tajemnica bardziej irytuje niż intryguje. Kolejnymi odbiegającymi od oczekiwań filmami były "Zły porucznik" Wernera Herzoga, który niczym nie przypomina wcześniejszych dokonań niemieckiego reżysera, a tym bardziej jego genialnych dokumentów oraz szeroko reklamowana "Wyspa Tajemnic" Martina Scorsese, dość wtórna i przewidywalna, której nie uratowała nawet kreacja Leonarda di Caprio (tu warto wspomnieć poprzednią świetną produkcję obu panów - "Infiltrację"). Zawiedli również bracia Cohen, których "Poważny człowiek" odbiegał dowcipem i finezją od produkcji, do jakich nas dotychczas przyzwyczajali. Podobnie "Co nas kręci, co nas podnieca" Woody'ego Allena dalekie było od komedii z czasów "Bananowego czubka".

Co do aktorów niewątpliwie wyróżnienie należy się dość ekscentrycznemu aktorowi Vincentowi Gallo, którego mieliśmy przyjemność słyszeć w animowanej "Metropii" oraz widzieć w "Tetro" - Francisa Forda Coppoli i "Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego.

Dwa filmy szczególnie ujęły moje serce głównie ze względu na montaż, zdjęcia i ścieżkę dźwiękową. Pierwszym jest debiut reżyserski Toma Forda "Samotny mężczyzna" z doskonałymi kompozycjami Abla Korzeniowskiego. Drugim zaś estetyczny rarytas Luca Guadagnino "Jestem miłością". Film ogląda się niczym pokaz slajdów z podkładem muzycznym. Doskonałe zdjęcia Yorick Le Saux obrazują nastrój i emocje pięknej niemal porcelanowej Emmy granej przez Tildę Swinton, zaś muzyka Johna Adamsa wyznacza rytm i tempo filmu aż do zaskakującego końca.
Podsumowując to był dobry rok dla kina, a właściwie dla widza.