Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

01-10-2011 10:32

Spotkanie z Patrycją Kuracińską, jedną z prowadzących Galerię VHS, rozpoczęło się od nawiązania do mojego komentarza z jednego z wcześniejszych tekstów: "Mamy jeszcze Galerię VHS, gdzie prezentowane prace charakterem zapewne odpowiadają deptakowej lokalizacji i tamtejszym bywalcom; ja niecierpliwie czekam na kolejne wydarzenia, zorganizowane w tym miejscu, licząc na pewne zmiany..." (SIC! [#10] 08/2011).

Przytoczyłam też twierdzenie porównujące VHS do "towarzystwa wzajemnej adoracji". Wyjaśniłam, iż nie umniejszając samym prezentowanym artystom, byłam zawiedziona przewidywalnością, brakiem świeżości i faktycznie przeniesieniem klimatu tej specyficznej szczecińskiej ulicy do środka galerii.
Patrycja, poniekąd przyznając się do pewnej przypadkowości inicjatywy, broniła się dzielnie i w niektórych sprawach mnie przekonała. A i oczekiwane zmiany nadeszły, m. in. wraz z wystawą Anny Baranowski. Cieszą także wieści o przyszłej stałej współpracy z Lipskiem i wystawach mających łączyć te dwa środowiska.

Nie sądzę, że uznanie należy się za samą działalność. Jednak zdając sobie sprawę z trudności, na które napotykają młodzi organizatorzy, mięknie nieco moje serce. Zauważam rozwój, a to jest najważniejsze. Stwierdzam więc, że jest na plus.

Rozmowa z Patrycją Kuracińską. Rozmawiała: Marta Garbaczewska
Patrycja: Kiedy prowadzi się galerię w środku miasta, nie celuje się w jakichś ludzi. Ewentualnie w jednych można bardziej. Mnie zależało na tym, żeby do VHS przyszli ludzie również z deptaku. W większości są to ludzie, którzy zupełnie nic na temat sztuki nie wiedzą. Są to młodzi ludzie: z liceum, czasem nawet z gimnazjum. Chcieliśmy im pokazać coś innego, zainteresować.

Jednak po trosze miałam rację.
Nie, w ogóle. Nie chcieliśmy do środka przenieść zachowań deptakowych, ale ludzi. Zainteresować ich sztuką. Ten zarzut oznaczałby, że to "pod nich" robiliśmy wystawy, a tak nie było. Plakaty czy ilustracje to sztuka łatwiejsza w odbiorze. Na wernisażach zazwyczaj była też muzyka na żywo. To trafia do szerszej publiczności. Natomiast video, instalacje czy performance wymagają od odbiorców większego zaangażowania. Myślę, że w drugim miesiącu działania, kiedy mieliśmy więcej czasu na przygotowania, odbywało się to już w zupełnie innym klimacie.

Skąd pomysł na prowadzenie tej galerii?
Dowiedzieliśmy się, że jest dostępny lokal i możemy go wykorzystać. Wcześniej nie myśleliśmy o tym, by otworzyć galerię. Skoro jednak pojawiła się możliwość, postanowiliśmy ją wykorzystać.
Umowę mamy do końca września, ale staramy się ją przedłużyć. Myślę, że to będzie możliwe, a jeśli nawet nie, to wciąż będziemy działać jako VHS. W roku akademickim siedzenie przez dwa tygodnie na wystawie, dzień w dzień, po cztery godziny, jest niemożliwe. Ale co jakiś czas można robić wystawy trwające 4-5 dni. Nie chcemy się też ograniczać do działalności tylko wernisażowej, interesuje nas tez organizowanie warsztatów, czy wykładów.

W przyszłości też chcecie działać pod nazwą VHS. Rozwinięciu tego skrótu: Visual - Human - Sound, były przypisane trzy wakacyjne miesiące.
Tak, podczas wakacji mamy więcej czasu. Możemy myśleć w bardziej konkretny sposób, zrobić więcej wydarzeń. W następne wakacje VHS może mieć inne rozwinięcie. Natomiast podczas roku akademickiego zrezygnujemy z rozwijania tej nazwy. Będziemy działać po prostu jako VHS, a wystawy nie będą miały określonego tematu.

Artykuł z numeru: [#12] 10/2011
0
komentarze