Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

15-11-2011 12:18

Pierwsze zdjęcia kojarzące się z miastem jakie pamiętam, to zdjęcia rodzinne. Te przywiezione z kresów i centralnej Polski. Niektóre z początku ubiegłego wieku przedstawiające prababki, pradziadków, z zakładów fotograficznych Lwowa, Stanisławowa, Stryja, Mławy. Potem zdjęcia robione przez dziadka w 1945 roku w Szczecinie i w końcu współczesne zdjęcia rodzinne.

Pamiętam, że jedne z pierwszych zdjęć starego Szczecina jakie oglądałem, to zdjęcia robione przez fotograficzkę Krystynę Łyczywek.
Z Danielą Swobodą, redakcyjną fotograficzką, udaliśmy się do najsłynniejszej damy fotografii, aby zapytać ją o jej początki.
Urodzona w Poznaniu, romanistka, harcerka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, pani Krystyna Łyczywek przyjechała do Szczecina w październiku 1945 roku. Aparat fotograficzny przetrwał wojnę ukryty u matki pani Krystyny. Był to Baby Box Kodak.
Do Szczecina fotografowie przybyli między innymi ze Lwowa. Do jednego z nich, pracującego w zakładzie przy ul. 5 Lipca, robiącego portrety jej dzieciom, pani Krystyna miała tyle uwag, że ten stwierdził, żeby lepiej zdjęcia robiła sama. I tak też uczyniła.

Po raz pierwszy jej zdjęcia zostały pokazane publicznie w 1948 roku w siedzibie YMCA (Young Men's Christian Association), przy ul. Ogińskiego w Szczecinie. Fotografowała rodzinę oraz ludzi na ulicach miasta. Z Czesławem Piskorskim objeżdżała wszystkie pomorskie miejscowości, dokumentując to, co przetrwało wojnę: ludzi, domy i zabytki. To była pierwsza polska dokumentacja tych ziem.
Mimo aresztowania w 1949 roku, w związku ze sprawą konsula francuskiego Robineau, przetrwała proces oskarżenia i dalej fotografowała. Wkrótce, w 1953 roku, założyła wraz Witoldem Chromińskim Szczeciński Oddział Polskiego Towarzystwa Fotograficznego.

Jest reporterką życia codziennego. Fotografuje całe spektrum społeczne miasta. Nie tylko miasta, w którym żyje, ale w ogóle miasta globalnego. Od 1961 roku podróżuje i fotografuje ulice całego świata: Paryż, Nowy Jork, Pekin, Casablanca. Objechała cztery kontynenty i co dzień dokumentuje oglądany świat.
Aktualnie pracuje nad czwartym tomem antologii, w której rozmawia i pisze o dziesiątkach fotografów. W słoneczny dzień, w który się spotkaliśmy, pani Krystyna przyjechała do nas prosto z ulicznej fotorejestracji. Fotografowała pieszych z perspektywy kierowcy małej renówki.

W czasie rozmowy z panią Łyczywek zacząłem intensywnie myśleć o mojej historii fotografii szczecińskiej.
Na początku lat 90-tych obserwowałem kolegów z Technikum Chemicznego w ich ciemni przy LO nr 2. Potem poznałem Pawła Kulę z załogą (pozdro: Filip Bylak, Adam Ptaszyński) - badali światłoczułość. Konstruowaliśmy proste camery obscury z puszek po piwie, które po odpowiednim czasie były zbierane jako odpad wtórny i rejestrator ruchów słońca. Dziś, cała trójka zajmuje się fotografią zawodowo.
Ja zacząłem zbierać książki. Te o fotografii miasta. W ten sposób odkryłem Maksa Dreblowa, najsławniejszego fotografa niemieckiego Szczecina.
Maks Dreblow urodził się w Gryfinie w 1869 roku. W tym czasie w Szczecinie istniały już pierwsze zakłady fotograficzne, które powstały w połowie XIX wieku. Maks Dreblow fotografował miasto z pasją, ale przede wszystkim statki i okręty. Stary port, bulwary, budowle, wypadki, pierwszą katastrofę lotniczą w 1910 roku. Jego zakład znajdował się na prestiżowej ulicy Bollwark (dziś Nabrzeże Wieleckie).
Roman Czejarek poświęcił kilka tytułów twórczości tego fotografa: m. in. "Szczecin na starych widokówkach" czy album o Maksie Dreblowie, wydany przez Wydawnictwo Walkowska.

To samo wydawnictwo wydało niedawno album "Szczecin w obiektywie Anatola Weczera". To już polski Szczecin, z lat 60-tych ubiegłego wieku. Ukazał się też album Marka Czasnojcia "Szczecin PRL-u".
U progu nowego wieku brak cenzury umożliwił wreszcie wydanie zdjęć z demonstracji i strajków związanych z historią oporu lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Fotografowane one były przez Zbigniewa Wróblewskiego, Włodzimierza Piątka, Jana Matuszewskiego czy wspomnianego wcześniej Czasnojcia. Niedawno ukazał się także album o Kaskadzie, kombinacie rozrywkowym, czyli najbardziej znanym lokalu Szczecina lat 60-tych i 70-tych.

Dziś w mieście działa bardzo wielu fotografów, zrzeszonych w różnych stowarzyszeniach i organizacjach. Szczecińskie Towarzystwo Fotograficzne wydało ostatnio dwa wspaniałe albumy o obiektach przemysłowych niemieckiego Szczecina: "Fabryka paliw syntetycznych Police" oraz album o najważniejszym zakładzie przemysłowym w historii polskiego Szczecina - zamkniętej Stoczni Szczecińskiej (podziękowania dla Tomasza Seidlera).

Nowa technika pozwala unieść aparat ponad chmury. Tak jak czynił to słynny Paul Nadar fotografując Paryż z balonu, Cezary Skórka fotografuje Szczecin z motolotni.
Na ostatniej wystawie Grand Press Photo w Muzeum Narodowym w Szczecinie oglądaliśmy fotografie trzech szczecinian: Marcina Bieleckiego (zwycięzca kategorii życie codzienne), Bartka Mateńki (nominacja do kategorii sport) oraz Filipa Ćwika (nagrodzony w poprzednim roku w World Press Photo).
W Szczecinie także można uczyć się fotografii: na Akademii Sztuki, w Top Arcie, ale też na zajęciach organizowanych przez stowarzyszenia takie jak Niebieska Małpa (P. Kula i M. Stafyniak) i Aloha.
Wystawy fotografii odbywają się w Książnicy Pomorskiej, Muzeum Narodowym w Szczecinie (tu oglądaliśmy "Transgresje" Małgorzaty Łempickiej-Brian), Piwnicy Kany, Galerii Fotart, Bramie Jazz Cafe oraz na kolejnych edycjach inSPIRACJI w 13 muzach.
Polecam także portal internetowy sedina.pl i pismo Szczeciner - tam artykuł o pierwszych atelier fotograficznych w mieście nad Odrą oraz akcje w przestrzeni publicznej opowiadające o historii Szczecina organizowane i fotografowane przez Andrzeja Łazowskiego.

A jaka fotka Twoje oko spotka?

Podziękowanie dla Moniki Szpener za udostępnienie zdjęć i za podróż do Güstrow Barlacha, oraz dla dwóch fotografujących z potrzeby serca: J. Maćkowski i M. Pietkiewicz
Artykuł z numeru: [#13] 11/2011
0
komentarze