Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

12-12-2011 12:50

Rozmowa z Przemkiem Lewandowskim, organizatorem Gryfińskiego Festiwalu Miejsc i Podróży "Włóczykij".

Podróżnikiem się jest czy się bywa? Czy każdy może założyć plecak wypełniony ciekawością oraz chęciami i wyruszyć w świat?
Podróżnikami stają się ludzie ciekawi świata, ale i ciekawi samych siebie, swoich reakcji, swojego myślenia w zderzeniu z tym co "inne". Podróżnik to również taka osoba, która podporządkowuje swoje życie myślom o podróżowaniu i eksploracji, która zaraz po powrocie z wyprawy myśli o kolejnej akcji. Jestem zdania, że każdy może w sobie odkryć melodię podróżowania. Jest taki sympatyczny człowiek ze Śląska, który przez całe życie pracował w kopalni. Pewnego dnia urodziła się w jego głowie pomysł pojechania do Indii do Dalajlamy. Po tamtej wyprawie jeździ już non stop po świecie.

Przed nami już 6 edycja Gryfińskiego Festiwalu Miejsc i Podróży. Zanim jednak porozmawiamy o przyszłości, powiedz jak zrodził się pomysł imprezy?
Tuż przed powstaniem festiwalu dostałem propozycję koordynowania pracy w gryfińskim kinie i jedną z pierwszych myśli była ta o stworzeniu festiwalu, wokół którego można by budować w mieście jakąś trwałą opozycję wobec plastikowego i konsumpcyjnego świata, który nas otacza. To miało być coś, co z jednej strony mogłoby wyróżniać Gryfino i nasz region, z drugiej - coś, co integruje lokalną społeczność wokół pewnych wartości. Postawiliśmy na niekonwencjonalne podróżowanie i tematy z tym związane, bo daje to nieograniczone możliwości odkrywania różnych światów.

Festiwal cieszy się coraz większą popularnością. Myślisz, że to może wynikiem zmiany w stylu podróżowania, odejścia od katalogowej turystyki?
Myślę, że to bardziej złożony proces. Po pierwsze nie sądzę, żeby ludzie odchodzili specjalnie od katalogowej turystyki. Masowa turystyka ma się dobrze, tak jak kino z Hollywood i multikina. Zdecydowanie więcej ludzi jeździ tam, gdzie się im pokaże, że warto. Takich, którzy mają w sobie potrzebę do indywidualnego odkrywania świata i kroczenia własnymi ścieżkami jest mniej.
Wydaje mi się, że Włóczykij cieszy się coraz większą popularnością, bo to naturalny proces gromadzenia się ludzi wokół miejsc, które proponują coś wyjątkowego. Mam wrażenie, że jak ktoś do nas trafi raz, zaraża się bakcylem i ściąga innych. To zupełnie inny proces niż uczestnictwo w masowej kulturze, która cieszy się popularnością dzięki środkom masowego przekazu.

Czy wśród zaproszonych na festiwal gości był ktoś, kto szczególnie zapadł Tobie w pamięć?
Odwiedziło nas już około 300 osób. Nie sposób wyłonić z tej całej ekipy jedną czy dwie osoby. Większość niż połowa to indywidualiści, którzy mają swoją wizję eksploracji świata. Karolina Marcinkowska jeździła po Afryce i lubowała się w szyldach reklamowych oraz obrzędach żałobnych na Madagaskarze. Sama bez większych oporów wbijała się w najbardziej zapadłe zakątki Czarnego Lądu.
Olek Domalewski potrafi wejść w nocy na Hotel Marriot w Warszawie, skoczyć z wieżowca i lądować na środku ulicy w centrum Warszawy (uprawia base-jumping). Andrzej Muszyński stale spotyka się z rewolucjonistami z Birmy, którzy przemycają materiały video z rządzonego przez juntę kraju. Bartek Piziak jeździ autostopem po Iraku, bo w tym kraju sieć komunikacji właściwie nie istnieje.
Większość ludzi wryło mi się w pamięć na całe życie i chyba również na trwale zmieniała moje postrzeganie świata.

Jaki typ podróżowania jest Tobie najbliższy? Plecak, mapa i otwarta głowa czy żmudnie przygotowany plan i walizka?
Jedno drugiego nie wyklucza, choć walizka zdecydowanie jest nieporęczna. Można przez pół roku przygotowywać się do wyprawy, ale przecież często jest tak, że droga i to, co się dzieje podczas samej wyprawy, weryfikuje wszelkie plany.
Dobrze jest być przygotowanym na różne warianty. Dla mnie żmudne przygotowania to przede wszystkich zarzucenie się ogromem literatury związanej z regionem do którego wyjeżdżam. Bardziej interesuje mnie aspekt kulturowy i duchowy miejsc, niż informacje praktyczne. O pakowaniu myślę kilka godzin przed wyjazdem.

Czy odbyłeś już swoją życiową podróż czy jest ona wciąż przed Tobą?
Podróż życia ciągle trwa. Podróże nie mają swojego początku i końca. To tak jak z życiem. Nie da się powiedzieć kiedy się kończy dzieciństwo, a zaczyna dorosłość czy starzenie się. Można być przez całe życie dzieckiem, można być zdania, że całe życie to proces umierania. Wiele pewnie jeszcze przede mną, ale nie było by tego, gdyby nie wcześniejsze wspaniałe chwile spędzone w drodze.

Co czeka nas w 2012 roku? Czy festiwal zmieni swoją formułę, czekają nas jakieś niespodzianki?
Formuła jest sprawdzona, program bogaty i co roku przybywa tyle publiczności, że na pewno nie są nam potrzebne rewolucyjne zmiany. Ale co roku oczywiście dorzucamy nowe działy. W 2012 po raz pierwszy w programie pojawi się konkurs filmów "Odkrywanie świata", poszerzamy publikę o dział dla dzieciaków "Włóczykij dzieciom". Jeden z dni festiwalu po raz pierwszy poświęcimy wybranemu regionowi świata. Pojawi się również większa reprezentacja pokazów skoncentrowanych na przyrodzie.

Którą część festiwalu lubisz najbardziej? Czy w ogóle można je potraktować jako osobne elementy?
Uwielbiam wszystko jak leci po kolei.

Czego można życzyć "Włóczykijowi" w nowym roku?
Wysokich lotów i bezpiecznych lądowań.