Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

17-01-2012 17:35

Z Igorem Boxxem spotkałam się tuż po jego sobotnim koncercie w 13 muzach. Złośliwość przedmiotów martwych długo nie pozwoliła mu go rozpocząć. Mój sprzęt nagrywający również niepokojąco niepodziewanie odmawiał posłuszeństwa.

Jaką historię opowiadasz na swoim albumie Breslau?
Opowiadam historię swojego życia we Wrocławiu. Od okresu dzieciństwa i szkoły podstawowej, kiedy nie wiedzieliśmy jeszcze, w jakim mieście żyjemy, skąd się tu wzięliśmy i w ogóle co to za miasto, aż po dzień dzisiejszy, kiedy już możemy o tym opowiadać i chcemy sobie tę tożsamość zbudować. Nie możemy być tak samo wielkimi patriotami, Polakami jak reszta kraju, bo okazuje się, że żyjemy w mieście niemieckim... tak jak i wy! I musimy się z tym pogodzić... ale czy mamy z tego powodu płakać? Nie, wręcz przeciwnie! Mamy się z tego powodu cieszyć, ponieważ wszystko powinno zmierzać ku temu, żeby te granice narodowościowe i inne po prostu się zacierały. Keine Grenzen! Czyli taki patriotyzm w skali humanistycznej, ogólnoludzkiej, a nie lokalnej.
W 1945 roku wydarzyła się we Wrocławiu tragedia, klęska ludzkości, kiedy starły się ze sobą dwa totalitaryzmy. Jest więc też pewne przypomnienie o tym dramacie, z nadzieją, że się więcej nie powtórzy. Nigdy więcej wojny.
Ta historia też bardzo odpowiadała mojemu stanowi umysłu w tym czasie, czyli swego rodzaju depresji. Te wszystkie historie przekładały mi się też w głowie na dźwięki, które mi wtedy w duszy grały.

W Skalpelu słychać było mocne inspiracje polskim jazzem z lat 60-tych. Można powiedzieć, że to wtedy była mocna scena. Z czego czerpiesz teraz w projekcie Igor Boxx?
Muzycznie inspiruje mnie przeszłość muzyki, bardziej niż teraźniejszość, to znaczy te momenty w historii muzyki, kiedy ludzie coś odkrywali, kiedy było pole do tego, żeby coś odkrywać. Z jednej strony więc pewne innowacje w samej muzyce, z drugiej strony, kiedy ten rozwój muzyki towarzyszył pewnym ważnym przemianom społecznym. Muzyka wtedy stymulowała te przemiany społeczne i na odwrót, to było takie sprzężenie zwrotne. Obecnie już muzyka, pop ani eksperymentalna nie ma takiego znaczenia bo te ruchy, przemiany społeczne odbywają się gdzie indziej np. na Facebook'u czy na innych portalach społecznościowych.
Ja tęsknię za tamtymi czasami, bo też miałem okazję trochę ich przeżyć, jak np. w latach 80-tych, kiedy był punk rock i nowa fala. Ta muzyka znaczyła naprawdę coś. Wiem, że już nie będzie ona znaczyła tyle dla społeczeństwa. Szukam tego, co dla mnie osobiście jest warte. Próbuję znaleźć taki lokalny sens muzyki, czyli badam jej historię, słucham starych płyt i układam z tego coś, co mnie zainspiruje. Poza lokalnym sensem, takim dla siebie, to ja tego nie widzę, ale jest mi oczywiście szczególnie miło, kiedy tak jak dzisiaj okazuje się, że komuś to się podoba i że sprawiam ludziom radość. Robiąc to co robię, specjalnie na to nie liczę.

Może jednak pojawiło się w Polsce coś, czego wcześniej nie było, co może inspirować, może w innych krajach dzieje się coś, co zwróciło jednak twoją uwagę.
Wydaje mi się, że nie ma już niczego, czego wcześniej nie było. Myślę, że już w latach 90-tych, czy w pierwszych latach tego wieku dokonał się żywot całej tej inwencji, kiedy wszystko zostało już pocięte, przemielone, zmieszane, odwrócone w jedną i w drugą stronę... Paradoksalnie muzyka jest teraz najlepsza! bo najlepiej brzmi, najlepiej jest wyprodukowana. Znając historię, możemy unikać błędów, które wcześniej zostały popełnione. Ludzie świetnie śpiewają, grają, tylko to już nie ma takiego znaczenia. Oczywiście przyjemnie się tego słucha i niektóre rzeczy faktycznie wbijają mnie w fotel, ale wiem, że nie jest to ten poziom inwencji, odkrywczości, który był w latach 60-tych czy 70-tych, także za bardzo mnie to nie podnieca. Oczywiście dobrych, kongenialnych wykonawców można wymieniać dużo. Jak kupujesz pisma angielskie jak Mojo na przykład, to widzisz, że wszystkie płyty są cztero-gwiazdkowe, trzy i pół-gwiazdkowe. Raz na jakiś czas trafi się piątka, czyli jakieś arcydzieło, ale oni w tych magazynach wiedza, że muszą być tu dosyć powściągliwi. Interesujące są jednak te które mają dwie, albo jedną gwiazdkę. Myślisz sobie wtedy: o co chodzi, skąd to się wzięło? Musisz sobie zasłużyć na taką ocenę. Zazwyczaj jest to jakiś dobry artysta, który zrobił bardzo złą płytę, albo jakiś dziwoląg... i takie rzeczy są ciekawsze. Po prostu wiadomo co robić, żeby zrobić dobrą płytę i już, ale nie ma się czym podniecać.

Obraz, który widzieliśmy na koncercie jest, można powiedzieć, taką integralną częścią tej muzyki, zwłaszcza, gdy słucha się jej na żywo. Powiedz coś o Vj-u, który to tworzy.
Ten ktoś ma na imię Karol, ale jako Vj występuje pod pseudonimem Spectribe. Razem zgromadziliśmy te materiały. Zasugerowałem mu kilka filmów jak np. Aleksander Newski. Czasami było to coś związanego z wojną, a czasem były to bardzo luźne impresje, ale integralność tego tworzy się już w mózgu widza i słuchacza.

A kreskówka o wielkim ptaku?
To jest film propagandowy radziecki, już powojenny. Mam DVD z takimi właśnie filmami i tu też zasugerowałem Karolowi, żeby coś z tego dołączył do wizualizacji.

Dzięki za rozmowę!