Sobota - --
Niedziela - --
Poniedziałek - --

08-02-2012 23:49


Więcej filmów:
Nie miały ostatnio szczęścia. Poprzednia kinowa produkcja z ich udziałem ma już kilkanaście lat, a własne show telewizyjne przepadło w czeluściach magazynów. Co prawda z pomocą przyszedł Internet, jednak w dobie wielkich powrotów, reaktywacji, restartów i remake'ów, come back na duży ekran był kwestią czasu.

Muppety (bo o nich właśnie mowa) od czasu do czasu dawały sygnał w Internecie, że żyją (np. w rewelacyjnej przeróbce Queenowego "Bohemian Rhapsody"), mają się dobrze i czają się na okazję, by przypomnieć o sobie z wielka pompą i animuszem. Ta nieokiełznana banda szalonych kukiełek po prostu na to zasługiwała. W dobie wielkich powrotów, reaktywacji, restartów i remake'ów, come back na duży ekran był kwestią czasu.

Kto za tym stoi?
Muppety potrzebowały tylko odpowiedniego człowieka, by to zrobił. I taki się znalazł. Jason Segel, wielki (również dosłownie) fan wszystkiego, co z muppetami związane, doprowadził do powstania filmu, którego został scenarzystą i współproducentem. Zagrał w nim także główną rolę. Kampania promocyjna ruszyła dość wcześnie. Była pomysłowa, zabawna i zrobiła co należy.

Muppety na językach
Ta cała otoczka sprawiła, że oczekiwania wobec nowego filmu były duże. Jak to się ma do jego jakości? Już spieszę z opinią, tylko proszę o jeszcze chwilę cierpliwości, bo w tym momencie następuje akapit zaznajamiający z fabułą.

Zatem...
Muppet Walter ze swym bratem Gary'm i jego dziewczyną Mary postanawiają uzbierać kwotę 10 milionów dolarów, by uratować dawny teatr muppetów przed zburzeniem. W tym miejscu biznesmen Tex Richman planuje wydobywać ropę. Żeby zbiórka doszła do skutku, trójka bohaterów postanawia, mówiąc kolokwialnie, zebrać do kupy rozproszone po całych Stanach Zjednoczonych muppety, by dały - jak przed laty - niezapomniany show i uratowały swój teatr.

Kermit dla starych i młodych
Doprawdy, powrót w świetnym stylu. To, że takiego starego dziada jak ja film przenosi w szczenięce lata, nie muszę chyba pisać. Ale o tym, że robi to z taką gracją, elegancją, humorem i fantazją, nie omieszkam wspomnieć, co też niniejszym czynię.
Segel miał pomysł na film i przekuł go w doskonałe familijne kino. Scenariusz, z tego lakonicznego opisu powyżej wydaje się być dość sztampowy, ale w istocie jest bardzo pomysłowy i przemyślany, trafnie oddający aktualną sytuację muppetów.
Tak przesympatycznej bandy głównych bohaterów dawno w kinie nie widziałem. Wiem, że przemawia przeze mnie sentyment, wiem też, że twórcy postarali się, by właśnie na tej "nucie" w moim przypadku to zagrało. Jednak zgraja dzieciaków, która pewnie w większości muppety zobaczyła po raz pierwszy, zapałała podobną sympatią. Bo jak tu nie ulec urokowi dobrodusznego, nieśmiałego i sympatycznego Kermita? Nie uśmiechnąć się na widok kudłatego misia Fozziego? Nie ryknąć śmiechem z ciętych ripost dwóch zgryźliwych tetryków Statlera i Waldorfa? Czy nie kibicować Miss Piggy próbującej po raz setny usidlić swą zieloną, wielką miłość? Albo nie szczerzyć się na sam widok Zwierzaka? Nie sposób.
Zrodzone ponad 40 lat temu w głowie Jima Hensona muppety, mimo sędziwego wieku, wciąż trzymają fason, opierając się upływowi czasu. Łączą pokolenia (jakkolwiek górnolotnie by to zabrzmiało), dając kawał fantastycznej rozrywki i pozytywnej energii.

Zabrakło Kucharza
Powyższe nie ulega wątpliwości. Szkoda tylko, że tempo filmu jest bardzo nierówne. Zaważyło tu zdecydowanie zbyt duże nagromadzenie scen "smutaśno-nostalgicznych", rozbijających powoli rozpędzającą się furę z muppetami. Oczywiście rozumiem, że sceny tego typu były nieodzowne, ale w zbyt dużej ilości niestety burzą harmonię. Nie dość, że dotyczą samych muppetów, to drugiego (raczej zbędnego) wątku - uczuciowych relacji Gary'ego i Mary - również.
Z racji ograniczonego metrażu, ku mojej rozpaczy, zminimalizowano pojawienie się na ekranie niektórych indywiduów. Szczególnie boli brak większej sceny z udziałem Szwedzkiego Kucharza, potraktowanie po macoszemu Zwierzaka i wielce skromnej prezentacji jego niekwestionowanego talentu muzycznego.
Kto by się jednak przejmował takimi błahostkami wobec przeuroczych, świetnych muzycznie i scenograficzno-choreograficznie scen śpiewająco-tanecznych, przywodzących na myśl produkcje z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku.
Cieszyć się należy z błyskotliwych żartów, skrzących kapitalnym humorem przezabawnych dialogów i wszędobylską magią między muppetami. By tradycji stało się zadość, tytułowym bohaterom z wdziękiem i czarem partneruje fantastyczny, wspomniany już Jason Segel oraz stworzona do takich ról Amy Adams.

Muppet uczy, muppet bawi...
Film jest doskonałym przykładem na to, jak nie posługując się prostackim żartem, nie robiąc dzieciom wody z mózgu, lecz traktując je jak należy, doprowadzić do (u)śmiechu i cichcem przekazać kilka niegłupich prawd. Powrót muppetów, pełen wybornego dowcipu, kapitalnych scen, smaczków dla starszej widowni i przednich cameo (mój faworyt to Dave Grohl!) należy uznać za udany. Nie zapomniano także o obowiązkowym "Mahna-Mahna" na finał.
Liczymy na równie udaną kontynuację, tudzież regularne występy na małym ekranie. Szkoda byłoby zmarnować tak wielki ładunek kolorowej, radosnej i wzmacniającej energii, która, mam nadzieję, wkrótce eksploduje z jeszcze większą siłą.

PS. Rodzicom polecam koniecznie seans z pociechami, a dzieciakom mówię: zabierzcie starych!

untitled
Muppety Jamesa Bobina na językach, czyli powrót w wielkim stylu