Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

19-03-2012 16:02

Flash mob to sztuczny, "błyskawiczny" tłum. Tłum ludzi, których łączy pasja, chęć zrobienia czegoś szalonego i ożywienia miasta działaniem krótkim, ale efektownym. Największą frajdę sprawia patrzenie na twarze obserwatorów - zdziwionych, zastanawiających się, o co tu w ogóle chodzi, ale... Uśmiechniętych od ucha do ucha.

O idei słów kilka
I ten uśmiech ma tu podstawowe znaczenie. Flash mob ma bawić, angażować, ale nie przeszkadzać. Przestrzenią idealną dla akcji są galerie handlowe, lotniska, dworce, duże place miast. Tam na pewno będą ludzie, którzy zareagują, opowiedzą znajomym, wyciągną telefon, by zrobić zdjęcie, sfilmować tych wariatów, którzy nagle zaczynają tańczyć albo zastygają w bezruchu.
Wymogiem nie do obejścia jest spontaniczność. Uczestnicy nie mogą się znać, flash mob nie jest akcją grupy znajomych. Informacji o wydarzeniach szukać należy przede wszystkim w Internecie, chociaż niezastąpioną metodą jest także rozsiewanie plotek w najbliższym otoczeniu - w szkole, na uczelni, w pracy. A pomysły na szalone akcje są ograniczone tylko wyobraźnią organizatorów i uczestników.

Dywanik miłości dla komuny
O taki "towar" pytali sprzedawców uczestnicy pierwszego flash moba. W 2003 roku Mob Project (organizacja? osoba? nikt nie wie) zebrał ludzi w sklepie Macy's w Nowym Jorku. Następne akcje polegały na oddawaniu ukłonów pluszowemu dinozaurowi, obserwacji fikcyjnego pokazu... Te szaleństwa szybko rozprzestrzeniły się po świecie. Dotarły także do Polski.

Można tańczyć, postać w kolejce albo "zamarznąć"
Akcje flash mob można podzielić na pewne grupy tematyczne. Są takie, które polegają na tańczeniu jednego układu choreograficznego przez kilkanaście, kilkadziesiąt, a czasami i kilkaset osób. Przed organizatorami stoi wtedy niełatwe zadanie,bo muszą wykazać się ogromnymi zdolnościami logistycznymi.
Inne akcje - trochę mniej spektakularne, ale bardziej spontaniczne - to wspomniane już zastyganie w bezruchu, czyli akcje freeze, czy też robienie absurdalnych kolejek - np. do budek telefonicznych, bankomatów...
Jedną z typowych akcji jest tzw. Bang! Pamiętacie zabawy na podwórku, w przedszkolu? Nagle dzieciaków nachodziła ochota na zabawę w policjantów, ale nie wszyscy mieli zabawkowe pistolety... Żaden problem! Wystarczyło złożyć dłonie w "pistolet" i zabawa gotowa. W wydaniu ludzi, którzy o beztroskich rozrywkach na podwórku nie zapomnieli, ale sprzed bloku przenieśli się do galerii handlowej, wygląda to niesamowicie zabawnie.

Strzelanie po poznańsku
I na takich zasadach odbyła się największa akcja w Polsce. W 2007 roku Stary Browar w Poznaniu przeżył prawdziwe oblężenie, choć nie był to okres wyprzedaży. Bang!owy flash mob przyciągnął ponad 2000 uczestników. Film, na którym nagrano to przedsięwzięcie, świetnie oddaje skalę wydarzenia:


Szczecin śpi?
Ciężko powiedzieć. Na pewno nie śpią organizatorzy, choć ze szczecinianami współpraca najwidoczniej nie układa im się najlepiej. Jest tu sporo ludzi pełnych zapału, ale informacje chyba do nich nie docierają. Studenci w Szczecinie oglądają filmy z flash mobów światowych (np. tutaj), ale też z tych warszawskich, poznańskich, wrocławskich. I zastanawiają się, jak wziąć udział w takiej akcji, skoro w Szczecinie o flash mobie ni widu, ni słychu... Ale czy na pewno?
Wprawiony internauta znajdzie jakieś-tam-informacje. Na przykład na Facebooku. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "Flash Mob Szczecin" - i mamy informacje o najbliższej akcji... Informacje gdzieś ukryte, niewyróżnione. Zdjęć też niewiele, nie znajdziemy tam relacji z akcji, które już się odbyły. Mimo to stronę polubiło prawie 500 osób. W większości są to chyba jednak internauci, którzy kliknęli "Lubię to!" dla zasady, a w żadnym przedsięwzięciu udziału nie wzięli. A widać to na dostępnych w Sieci filmach - zeszłoroczne akcje w Galaxy czy Kaskadzie być może były ciekawe, ale uczestniczyła w nich garstka osób. Nasuwa się więc pytanie - gdzie leży problem? W braku zaangażowania - to na pewno - ale z czyjej strony? Organizatorów czy potencjalnych uczestników?

Wziąłbym udział, ale...
Studenci szczecińskich uczelni mówią, że o flash mobie wiedzą niewiele. Trafili może kiedyś na jakiś film na Youtube, wyglądało to ciekawie, ale nie wiedzą, z czym to się je. A informacji szukać nie będą, bo ta powinna dotrzeć do nich sama. Jednak chcieliby wziąć we flash mobie udział, zobaczyć, jak wygląda od środka, a nie tylko na filmie.
Cóż, wygodnictwo połączone z oczekiwaniem na jakiś bodziec z zewnątrz - taka jest specyfika polskiego klienta i uczestnika eventu. Wszyscy o tym wiedzą. Warto, by naprzeciw mentalności młodych szczecinian wyszli także organizatorzy. Bo kolejną akcję zapowiadają i pewnie chcieliby zobaczyć na niej więcej osób.

Są też osoby, które wykazują większe zainteresowanie. Ideę flash moba znają, ale nie mają pojęcia, że na tym polu w Szczecinie coś się dzieje. A mogliby pomóc w organizacji, albo poinformować znajomych, którzy na pewno chętnie by się zaangażowali. No ale z kim się kontaktować, komu oferować pomoc? Tego już nie wiedzą...

Tak wyglądał flash mob szczeciński w Galerii Kaskada:

1
Zobacz także:
    komentarze
    To jest flashmob ;-)

    fajerwerek
    19-03-2012 21:50:28