Czwartek - --
Piątek - --
Sobota - --

19-05-2011 15:30

rozmowa z Markiem Osajdą, dziennikarzem, miłośnikiem teatru

- Spektakl, który widziałeś ostatnio, to...?
Ostatnio miałem przyjemność obejrzeć dwie sztuki: "Pelikana" w Teatrze Współczesnym w Szczecinie (reż. Natalia Korczakowska), oraz spektakl "Transakcja" stepnickiego Teatru W Krzywym Zwierciadle.
Pierwszy z nich stanowi przykład teatru instytucjonalnego, wykorzystującego profesjonalne środki sceniczne. Z kolei Teatr W Krzywym Zwierciadle jest teatrem alternatywnym, który nie ma za sobą ani instytucji, ani pieniędzy. Tworzą go ludzie, którzy są amatorami, a realizowane przedstawienia to ich wspólne dzieła.

- Co według Ciebie jest typowego dla teatru alternatywnego, a co - dla profesjonalnego?
Teatr alternatywny, młodzieżowy jest dla mnie w pewnym sensie publicystyką: czymś na kształt reportażu, filmu dokumentalnego, zapisu pewnej świadomości pokolenia. Mniej tam sztuki jako typowej, artystycznej głębi, ale ogrom energii urzeka. Tego doświadczyłem choćby na spektaklu Teatru W Krzywym Zwierciadle; było dużo ciekawych obserwacji, trafnej diagnozy, poczucia humoru, a wszystko - bez zbędnego nadęcia.
W teatrze profesjonalnym (nazwijmy go umownie "tradycyjnym") najcenniejsza jest magia sceny. Coś nienazwanego, co pochodzi z dwóch stron: zarówno od widza, jak i od aktorów. Dobry teatr ma absolutną magię. Sięga do głębi, potrafi poruszyć, wzruszyć. Najciekawsze jest to, co nie pada ze sceny. Człowiek, wychodząc z teatru, może poczuć się kimś innym.

- Porównałeś teatr amatorski do publicystyki. Czy jest to bliski Tobie sposób opowiadania i obserwowania rzeczywistości?
Rzeczywiście lubię dokument i w teatrze amatorskim znajduję coś mi bliskiego. Zajmowałem się dokumentem, filmowym i pisanym; pracuję jako dziennikarz. Zawsze szukam czegoś, co można nazwać pulsem czasu, socjologiczno-psychologiczną znajomością świata ; przede wszystkim jednak - znajomością kolejnego pokolenia, bo swoje pokolenie znam. Teatr, jak i publicystyka, są po to, aby pewne rzeczy powiedzieć i pokazać, otworzyć nam na coś oczy.

- Co jeszcze szczególnego odnajdujesz w teatrze młodym, alternatywnym?
Jest tam coś bardzo energetycznego, co mnie buduje. Szczerość wypowiedzi, analiza sytuacji, w których na co dzień znajdują się aktorzy , ale także dystans, poczucie humoru.
Oni zajmują się sobą, określają swoje miejsce, nie wystawiają "Emigrantów"... .
Do teatru amatorskiego nie idzie się dla profesjonalizmu. Idzie się dla treści, dla jakiegoś zjawiska pokoleniowego, dla wspólnoty. To nie są teatry popularne, lecz środowiskowe. Dobry teatr ma swoich widzów, którzy się w nim spotykają, mają sobie coś do przekazania. Jest to platforma danego środowiska, w pewnym sensie zamkniętego.
Dobry teatr alternatywny musi mieć choć w połowie profesjonalną podbudowę, jednak takiego zespołu artystycznego nie można już nazwać amatorskim. Moim zdaniem, najciekawsze teatry alternatywne to te prowadzone przez osoby doświadczone. Poza tym, najbardziej znane teatry musiały jednak przez kilka lat pracować na swoją pozycję.

- Jak, Twoim zdaniem , miewa się teatr alternatywny w Szczecinie i regionie?
W Zachodniopomorskiem mamy kilka naprawdę ciekawych grup. Swoistą wylęgarnią jest goleniowski Teatr Brama oraz szczecińska Kana. Z Bramy wziął się Teatr Krzyk z Maszewa - szef tego teatru, Marek Kościółek, był aktorem Bramy. Podobnie Michał Krzywaźnia, szef i założyciel Teatru W Krzywym Zwierciadle, występował najpierw w Bramie. Z kolei założyciel gryfińskiego Teatru Uhuru, Janusz Janiszewski, grywał na scenie Kany.
W tych teatrach nie brakuje znakomitych aktorów: przykładem jest chociażby Mariusz Tarnożek z Teatru Brama, rewelacyjny aktor i wokalista. Świetny warsztat arktorski posiada także Marek Kościółek. Podobnie Darek Mikuła z Teatru Kana, który zagrał bardzo dobrą rolę w "Lailonii".
Jeżeli chodzi o teatr młodego pokolenia, nasze województwo jest ciekawym terenem. Goleniów, Maszewo, Stepnica... Zygmunt Heland w Strzelewie pod Nowogardem stworzył miejsce warsztatów i spektakli, czyli Wiejski Festiwal Sztuki. W Barlinku jest Wiatrak. Ciekawy teatr - KOD -  działa także w Dębnie.

- Teatry alternatywne, które wymieniłeś, w większości są teatrami prowadzonymi w mniejszych miejscowościach. Czy myślisz, że istnieje jakaś zależność?
Trudno mi odpowiedzieć... Jednak gdyby spojrzeć na mapę bardziej znaczących teatrów alternatywnych, pokoleniowych, jak na przykład Ośrodek Praktyk Teatralnych "Gardzienice", to coś w tym jest...
Być może w mniejszych miejscowościach, czasem w pustce artystyczno-kulturalnej, łatwiej znaleźć ludzi, którzy się pasjonują teatrem.
Z drugiej strony jednak, środowiska małych miejscowości, które nie miały wcześniej podobnych doświadczeń teatralnych, mogą na podobne działania patrzeć nieprzychylnie, nawet z pewną wrogością. Przede wszystkim jednak często nie rozumieją, o co chodzi.
Przykładem może być sytuacja, w jakiej znalazł się Teatr Krzyk. Ksiądz, nie obejrzawszy nawet spektaklu "Głosy" potępił go z ambony. Szczęśliwie, z czasem sytuacja w Maszewie się zmieniła i w tej chwili teatr, który początkowo borykał się z dużymi problemami, dostaje wsparcie większe, niż można było się spodziewać.