Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

25-05-2011 15:52


Więcej filmów:
Dziś o filmie. Pretekstem teatralnym jest udział w filmie aktorów znanych ze szczecińskich scen, ktorzy na wielkim ekranie wypadają świetnie. Produkcja też szczecińska, wsparta przez działający tutaj fundusz, który pomaga w realizacji tego typu przedsięwzięć. To są dobrze wydane pieniądze, choć oczywiście film może budzić szereg pytań o swój kształt artystyczny i wymowę. I dobrze.

"Lincz", bo o nim mowa, ogląda się emocjonalnie. Ten film wbija w fotel, boli i trzyma w napięciu niczym najlepsze kino akcji. Ale żeby doszło do tego efektu, należy dokonać kilku uproszczeń. Fabuła ma zatem budowę dwutorową. Z jednej strony poznajemy mieszkańców małej, odciętej od świata miejscowości, z drugiej - terroryzującego wieś starszego mężczyznę. Pierwsze napięcie pojawia się w momencie odwrócenia kolejności zdarzeń - najpierw widzimy zeznających na policji, późniejszych zabójców recydywisty, potem powoli poznajemy twarz agresora (Wiesław Komasa). W czasie przesłuchania szczególnie słabo wypada komisarz: spocony ponad miarę, wyraźnie szuka winy w domniemanych zabójcach. Ale za chwilę mamy dobrze rozegraną scenę, w której dochodzi do pierwszego ataku mężczyzny. Widzimy niegroźnego staruszka proszącego o wodę sklepikarkę, która mu odmawia (Magdalena Myszkiewicz). Potem następuje już tylko powolny najazd kamery na pobitą kobietę. Upał, gorąco, strach. Ta atmosfera towarzyszy nam przez cały film. I bezradność, szczególnie wtedy, kiedy policjanci realizują najbardziej stereotypowy obraz swojego istnienia - dyżurny przyjmując bulwersujące zgłoszenie lekceważąco spożywa posiłek, brak radiowozów, organizacyjna zapaść, obojętność wobec krzywdy ludzkiej. A wściekłość czujemy wtedy, kiedy kobieta zgłaszająca pobicie (Iza Kuna) słyszy od lekarza (Paweł Niczewski) - "Niech Pani nie przesadza z tą obdukcją" i kilka innych uwag o słusznym "wychowaniu" kobiet na wsi metodą ciężkiej ręki. Ciekawa jest na pewno scena zabójstwa - szybka, generująca pewną ilość ciosów wobec milczącej ofiery. I jestem pewna, że wiele osób na widowni, mimo przerażenia, czuje ten sam rodzaj uczucia uwolnienia się od kata, jaki czuli jego zabójcy.

Film jest relacją zdarzeń, ciasnym uwikłaniem w instynkt przetrwania. Silniejsi wygrywają, bo jest ich więcej, a do dyspozycji mają tylko siłę własnych mięśni. Jak zwierzęta zabijają tego, kto szkodzi ich gromadzie. Trochę mało tu próby zrozumienia człowieka, mało psychologii, która może dałaby nam tę sytuację pojąć i zrozumieć. Czy wystarczyło szybko zabić? Czy to koniec opowieści? Zostaliśmy z tą historią sami, podobnie jak z doniesieniami prasowymi, które relacjonowały przebieg autentycznych zdarzeń, na postawie których powstał film.

LINCZ, reż. Krzysztof Łukaszewicz, szczecińscy aktrorzy grający w filmie: Jacek Polaczek, Magdalena Myszkiewicz, Paweł Niczewski, Konrad Pawicki