Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

17-05-2011 13:15

Szczecinianie kochają samochody. Zarówno te drogie, błyszczące, lśniące nowością jak i rozpadające się rzęchy. Nie potrafią się z nimi rozstać. Nawet na chwilę.

Zakupy w centrum handlowym, odwiedziny matki, ciotki, babki, spotkania towarzyskie - jak można obyć się bez swojego ulubionego autka?

Szczecinianie kochają parkować gdzie popadnie. Zajmować chodniki, trawniki, przejścia dla pieszych. Tarasować bramy i garaże. Właściciele aut czują się pewnie - kto nie respektuje ich świętych praw niech będzie potępiony na wieki!

Kierowcy nie znoszą pieszych. Traktują ich jak natrętne muchy. Niby nieszkodliwe, ale dobry humor potrafią zepsuć jak mało kto. Zdarza się, że piesi pałętający się po brudnych i połamanych płytach chodnikowych w Śródmieściu są nawet bezczelni. Żądają dla siebie większej przestrzeni i nie chcą szybko i sprawnie przemykać ciasnymi tunelami ograniczonymi parkującym samochodem i elewacją kamienicy. Czasem potrafią nawet kierowcy zwrócić uwagę, że źle postawił swoje auto! O zgrozo! Widać czują się coraz silniejsi.
To nie jedyny przykład bezczelności "chodziarzy". Są zdolni do tego, żeby wymuszać pierwszeństwo na przejściach dla pieszych. Nie mają w sobie ani krztyny cierpliwości, nie poczekają aż najpierw spokojnie przejedzie sobie szpaler aut. Zdarza się, że w krótkich, nieparlamentarnych słowach powiedzą biednemu kierowcy, żeby czasem, w przypływie dobrego humoru zatrzymał się przed "zebrą". Na to nie można już sobie pozwolić! Co on się tak k...a szarogęsi??? Kto jest ważniejszy ja, czy on? Nie okazuje mi szacunku mimo tego, że to JA MAM SAMOCHÓD????

Ten problem natychmiast trzeba rozwiązać. Centrum miasta zostało przecież zaprojektowane głównie dla samochodów. Niestety, nie wszyscy potrafią się z tym pogodzić. Nie pomogą tutaj żadne nauki, piesi są głusi na wszelkie racjonalne argumenty. Groźbami też się niczego nie załatwi. Pozostaje więc rozwiązanie trochę kontrowersyjne, ale na pewno słuszne.

Piesi won na Madagaskar!!! Tam będziecie sobie mogli żyć jak chcecie. Wdychać codziennie świeże powietrze i nie słyszeć błogosławionych dźwięków klaksonów. To opcja dosyć kosztowna, ale Urząd Miasta powinien się nad nią zastanowić i zarezerwować w budżecie odpowiednią sumę pieniędzy. Pozostaje jeszcze dużo tańsza alternatywa. Stworzyć im coś na kształt południowoafrykańskich bantustanów. Najlepiej w północnych dzielnicach Szczecina. Tam przecież mało kto samochodem się zapuszcza.

Artykuł z numeru: [#1] 11/2010
0
komentarze