Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

30-06-2011 21:54

Rozmowa z Krzysztofem Kedem Olszewski, artystą wizualnym, zastępcą dyrektora 13 muz, pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Wizualnej inSPIRACJE.

Kim się czujesz: animatorem kultury czy przede wszystkim artystą?
-Czuję się dobrze w jednej i drugiej roli. Często łączę te profesje i dzięki temu połączeniu mogę więcej zobaczyć.

Pierwszy organizowany przez Ciebie festiwal w Szczecinie... Kiedy to było?
-W 2004 roku zaczęliśmy pracować, mówię: zaczęliśmy - bo zrobiliśmy to w kilka osób. Ja przyszedłem z pomysłem, a ze Stowarzyszeniem Make It Funky Production całość zrealizowaliśmy.
Przy pierwszej edycji inSPIRACJI głównie pracowałem z Rafałem Roguszką, Radkiem Nagayem i Maćkiem Cybulskim. Pomagała nam wówczas mocno Ania Aniłek Mazur.

Jaką perspektywę obierasz w swoich działaniach: Szczecin; pogranicze; inne miasta w Polsce, Europie...?
-Zawsze myślę globalnie. Jestem typem wizjonera. Tu się bardzo sprawdza moja podwójna rola artysty i producenta. Myśląc o organizowanych wydarzeniach staram się to robić z dużym formatem i rozmachem. Dużo jeżdżę i odwiedzam najważniejsze wydarzenia dotyczące sztuki wizualnej w Europie. To ważne, żeby konfrontować swoje pomysły z tym, co się równolegle dzieje na świecie i żeby jakość naszego przedsięwzięcia w niczym innym wydarzeniom nie ustępowała.

Jaki jest Szczecin pod względem przestrzeni do organizowania festiwali?
-Szczecin ma potencjał. O tym się mówi, to się czuje i o tym mówią nasi goście. Co roku wykorzystujemy ten potencjał, zmieniając formułę inSPIRACJI. Był rok, gdy prace pokazywaliśmy w niemal wszystkich galeriach w mieście, był inny, w którym projekty wyszły w przestrzeń miejską, był też taki, gdy wybudowaliśmy całe miasto festiwalowe na Wałach Chrobrego. Na każdy rok szukamy nowych rozwiązań i je znajdujemy. Szczecin nam to umożliwia.

Jakie festiwale lubi Szczecin?
-To bardzo dobre pytanie, ale nie do mnie. Wiem natomiast, że Szczecin lubi inSPIRACJE, bo z roku na rok gromadzimy coraz to większą publiczność i to coraz młodszą, co oczywiście nas ogromnie cieszy.

Czy i gdzie są deficyty i trudności? Mentalność, finanse, administracja?
-Organizując wydarzenie przybraliśmy pewną drogę, ta droga to edukacja. Zmieniamy więc świadomość powoli - uczymy się razem z naszą publicznością. Ten pozytywizm to jedyna dobra droga. Z roku na rok podnosimy poprzeczkę sobie i naszej publiczności. Rozłożyliśmy siły na lata i trwamy w silnym przekonaniu, że warto. Mój przyjaciel mówi, że: "każdy dobry uczynek musi być ukarany", tzn. jak zaczniecie organizować duże wydarzenia z dużym budżetem, to bądźcie pewni, że znajdą się tacy co wiedzą lepiej i lepiej by wszystko zorganizowali. Tylko jakoś dorobku w CV im jakoś brak. My pierwszy festiwal inSPIRACJE zorganizowaliśmy za 15 tysięcy złotych, a dziś budżet festiwalu to ok. 1 mln złotych, z tego połowa to środki zewnętrzne. To nie lada wyczyn. Oczywiście, że przydałoby się więcej i będziemy się starać o większe środki. Dziś mamy taką możliwość, mając instytucję i stowarzyszenie mamy nieograniczone pole manewru.

Kształtujesz ofertę kulturalną miasta. A co z polityką kulturalną Szczecina?
-Szykujemy właśnie ósmą edycję inSPIRACJI i nie widzę żadnych rozbieżności z polityką kulturalną Szczecina, wręcz odwrotnie. Myślę, że udowodniliśmy już, co było do udowodnienia i Festiwal inSPIRACJE to dziś mocna marka Szczecina!
Artykuł z numeru: [#9] 07/2011
0
komentarze