Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

02-08-2011 19:03

Jeśli przeglądasz teraz SIC!a, szanse, że jesteś rodzicem, ciotką, wujkiem, macochą* są całkiem spore. W tejże właśnie chwili Twoje dziecko/ podopieczny znajduje się w szkole/ przedszkolu/ pod opieką dziadków lub, co najbardziej prawdopodobne, próbuje wetknąć Ci do rąk klocki, sugerując jednoznacznie zmianę aktywności. Po raz setny usiłujesz cało wyjść z opresji zaspokojenia rodzinnych potrzeb przy jednoczesnym zachowaniu równowagi i zdrowych zmysłów. Jak sprawić, by więzy rodzinne zacieśniały się miarowo i swobodnie, pozostawiając dość miejsca na głęboki oddech? Jak się związać, żeby się nie rozwiązać?

Rodzicom nieustannie kołacze w głowie pytanie: Czy da się pogodzić potrzeby i oczekiwania wszystkich? Zapewnić przestrzeń i zabawki wspólne i osobne zarazem?
Pozbawione (g)astronomicznych nakładów finansowych postanowiłyśmy skorzystać z gościnnych murów Piwnicy Kany i ubrać nasze pomysły, pasje i sposób życia w Pajdokrację. W formułę niedzielnych spotkań, podczas których plastyczne (muzyczne, kulinarne) warsztaty stają się pretekstem do wspólnego bycia, uzewnętrzniania nierzadko ukrytych emocji, potrzeb, marzeń. Nasze propozycje są niczym szkielet, który dzieci, rodzice, opiekunowie, dziadkowie wypełniają każdorazowo żywą tkanką. My podrzucamy scenariusz, naprowadzamy, dokumentujemy.

Jako dobry sposób na cementowanie rodziny oraz odtrutkę na wszędobylską cyfro- i wirtualizację, proponujemy więc formy analogowe. Pozwalają namacalnie celebrować rzeczywistość i uwspólniać małe-wielkie przeżycia. Formy analogowe to te, które - dla niektórych - "trącą myszką": zabawy światłocieniem i materią, obrazowane z pomocą rzutnika na ścianę, tworzenie w ziemi "niebek" - małych sekrecików z osobistych skarbów, wyszywanie makatek z imionami, wspólne (!) czytanie bajek.

Znaczącym skrawkiem analogowego świata są także wyjścia w plener kulturalny. Oczywiście w komplecie.
Wybraliśmy się niedawno Spajać Kulturę, w przyjacielsko-rodzinnym gronie. Pewnej Pani, nader aktywnej uczestniczce koncertu "ashita" Kazuyi Nagayiego i Hiroko Komiyi, nie spodobała się nasza dzieciata obecność, która oznaczać miała brak szacunku dla artystów i miejsca. Zasięgnęliśmy opinii u źródła: Japońską artystkę rozczulił widok dwóch czterolatków z naszej gromady, którzy zupełnie zdrowym odruchem, na przeszywający odgłos gongów, wetknęli sobie w uszy... kredki. Muzykę chłonęli ciałem - swoiste zatyczki do uszu nie przeszkadzały im tańczyć.

Rozproszone, wpadające przez strzeliste okna cerkwi światło zachodzącego słońca, dźwięki japońskich instrumentów, wirujące, swobodne ciała dzieci, huk przejeżdżającego tramwaju, zastygłe w metafizycznym skupieniu twarze słuchaczy, sporadyczne dzwonki telefonów komórkowych. Widok i słuch niezapomniany.

Moje serce od tego dnia nadal bije nieco mocniej. Także z powodu zaprószenia ognia pewnego Powiązanego pomysłu. Za iskrę szczerze i niezmiernie Pani słuchaczce dziękuję.
Odpowiadam także na Pani pytanie: można kochać i Dzieci, i Muzykę (Kulturę, Sztukę, Kulinaria....). Jednego i drugiego nie przesłaniając mas(ecz)ką infantylności. Przydadzą się zaś z pewnością elastyczne nici.
Do zobaczenia w nowej przestrzeni dla Powiązanych.

*wybraną opcję zaznaczyć i zachować w pamięci, stosować odpowiednio do pozostałych części artykułu