Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

02-08-2011 19:13

Na dzisiejszej ulicy Tkackiej w XIX w. mieszkała rodzina Schleichów. Mały Carl Ludwig biegał wraz dziećmi z innych podwórek po placu przed Berliner Tor, dziś Bramą Portową. Bawili się w Indian, w grenadierów, ale prawdziwym marzeniem Carla Ludwiga było zostać dorożkarzem i powozić ośmiokonnym zaprzęgiem. Dzisiaj zaprzęgów już nie ma, ale możemy je zobaczyć na starych obrazach.

W Muzeum Narodowym w Szczecinie znajduje się obraz szczecińskiego malarza Ludwiga Mosta zatytułowany "Mały Pocztylion", który przedstawia chłopca bawiącego się miniaturowym zaprzęgiem.

Mały Carl Ludwig Schleich miał też inną pasję - zbieractwo motyli. W Szczecinie powstało pierwsze stowarzyszenie entomologiczne na terenie Niemiec i dzięki temu upowszechniono wśród wyedukowanych dzieci pasję badania i odkrywania przyrody.Do stowarzyszenia należał Wilhelm Mayer-Schwartau, architekt, który zaprojektował budynek Muzeum Narodowego. Do wojny znajdowała się tam ogromna kolekcja motyli i pluskiew.
Mały Carl Ludwig, kiedy dorośnie, zostanie chirurgiem. Przejdzie nawet do literatury jako przyjaciel Dagny i Stanisława Przybyszewskich, Muncha i Strinberga, artystów związanych z berlińską bohemą artystyczną końca XIX w.
W Książnicy Pomorskiej przechowywane są dzienniki Carla Ludwiga Schleicha, będące dokumentem życia codziennego Szczecina drugiej połowy XIX w. Ukazują one niezwykle cenny obraz dzieciństwa w szybko zmieniającym się mieście, które z twierdzy przekształca się w ośrodek wielkomiejski. Zakamarki twierdzy są scenerią pierwszych uniesień miłosnych ówczesnej młodzieży szczecińskiej. Oczywiście nie brakuje też opisów portu, Łasztowni i bulwarów szczecińskich pełnych woni przypraw i ryb oraz ryku syren okrętowych.
Ludność Szczecina w połowie XIX w. liczyła ok. 40 tysięcy; sto lat temu dobiegała 240 tysięcy.

W okolicach bulwarów starego miasta będzie także mijało dzieciństwo braci Döblin. Pochodzili oni z krawieckiej rodziny. Ich podwórko znajdowało się na starym mieście przy nadodrzańskim bulwarze (dziś już nie istniejąca Bollwerk Strasse). Jeden z braci został pisarzem ("Berlin Alexanderplatz", SIC! [#09] 07/2011), drugi - aktorem.

Wracając do autora obrazów z życia Szczecina I połowy XIX w., Ludwiga Mosta, warto zatrzymać się przy jeszcze jednym obrazie: "Handlarze Ryb" (Muzeum Narodowe w Szczecinie). Dzieło Mosta przedstawia - pośród dorosłych rybaków zajętych pracą - dwójkę dzieci bawiących się w puszczanie statków w drewnianym wiadrze (profesja rodziców w skali mikro). Most interesował się obyczajowością i folklorem życia codziennego szczecińskich przedmieść. Na jego płótnach odnajdujemy miasto jeszcze przed epoką industrializacji, z charakterystycznym rzemiosłem i folklorem.

XIX w. przynosi zmianę kanonu, według którego ukazywano dzieci na portretach. Dotąd przedstawiane były jako mali dorośli. Takie wyobrażenia, charakterystyczne na przykład dla sztuki gotyckiej, możemy oglądać również w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Szczególne wrażenie robią epitafia rodzinne z przełomu XVI/ XVII w., przedstawiające dzieci jako miniaturki własnych rodziców, stojące rzędami niczym małe zabaweczki.

W XIX w. nastała moda na mundurki marynarskie, w które ubierano zarówno chłopców jak i dziewczęta. Oczywiście nie wszystkich rodziców było stać na takie wdzianka. Pamiętajmy też, że ulice były bardzo brudne. Nawóz koński, uryna zbierana w beczkach, służąca do utrwalania barwników tkanin. Codzienność i zabawy opisane są w książce "Życie codzienne w Szczecinie w latach 1800-1939" pióra Lucyny Turek-Kwiatkowskiej.

Trzeba jednak przyznać, że nawet w rodzinach arystokratycznych zdarzało się, iż dzieci wychowywała ulica. Legendy mówią, że największy z książąt pomorskich, Bogusław X, został przysposobiony przez Hansa Lange - chłopa, który zaopiekował się księciem, kiedy ten, osierocony, popadł w zaniedbanie. Podobno Hans wspierał go, zapewniając przyodziewek i finanse.

W późnym średniowieczu jałmużna była dla szlachty i bogatego mieszczaństwa spraw honorową. Znana legenda opowiada o Ottonie Jageteufelu, burmistrzu Szczecina (zmarłym w 1412 r.), który majątek przekazał na rzecz szkoły dla ubogich chłopców. Znajdowała się ona między innymi przy ul. Mariackiej (dzisiejsze podwórko między budynkiem IX LO a domkami profesorskimi), przy której w XVI w. powstanie Pedagogium.

Fundacje nie zawsze odnosiły skutek wychowawczy taki, jakiego oczekiwaliby założyciele. Przykładem jest Pedagogium, a dokładniej - zarządzenie szwedzkie, wydane 7 lipca 1649 r., dotyczące zapobiegania zjawiskom anarchistycznym w wyżej wymienionej placówce. W szkole doszło do buntu młodzieży, która sama chciała wybierać spośród siebie starszyznę, reprezentującą ją przed senatem szkoły.

W XVII w. miasto stało się fortecą. Kultura przez następne 300 lat dławiona była przez wizerunek miasta wojskowych, co nie pozostało bez wpływu na najmłodszych mieszkańców miasta, ich zabawy i postrzeganie świata. W tym czasie koloryt podwórek Szczecina, jego tajemnice i niespodzianki stały się doświadczeniem małej Fieke lub Fiekchen, która wyrośnie na carycę Katarzynę II. Jej ojciec był dowódcą twierdzy, ale guwernantki pozwalały jej się bawić z mieszczańskimi dziećmi Szczecina.

Zespół T-Love śpiewał uliczną piosenkę, wykonywaną wcześniej przez Grzesiuka: "Rum Helka, Rum Helka, tyś gruba jak ta belka". Jest to przeróbka utworu pochodzącego z 1917 r., z operetki "Das Schwarzwaldmädel". Utwór skomponował Leon Jessel, szczecinianin zamordowany przez gestapowców w 1941 r. z powodu swojego żydowskiego pochodzenia.
Bollwerk, czyli bulwary z czasów II wojny światowej, powracają widziane oczyma dziecka w powieści "Południca" Julii Frank. To dla wszystkich dzieci ciężki czas. Zaułki i podwórka Szczecina zmieniającego się z niemieckiego w polskie miasto stanowią także element świata dzieci z powieści "Eine Kleine" A.D. Liskowackiego oraz z utworów ojca pisarza - Ryszarda Liskowackiego. Setki podwórek zostały znowu sterroryzowane przez ideologie totalitarne, które doprowadziły do ich zniszczenia, a podwórka do dziś podnoszą się z upadku.

W XIX w. pojawiają się w Szczecinie ludzie, którzy próbują w nowoczesny sposób pokazać naturę świata dzieciom z zaułków rozrastającego się miasta. Ludwik Gené - leśniczy, tworzący w Puszczy Bukowej szlaki turystyczne dla mieszczuchów, Paul Robien - obieżyświat, twórca edukacji ekologicznej także dla najmłodszych (pisaliśmy o nim w poprzednich numerach magazynu SIC! [#05] 03/2011, [#07] 05/2011), Dietrich Bonhoeffer - pastor, edukator, fascynat afroamerykańskiej muzyki kościelnej.
Wszyscy zginęli tragicznie. Miejmy nadzieję, że podobny los nie spotka tych, którzy dzisiaj próbują z podwórka wyruszyć w świat, pamiętając o miejscu, z którego wyrośli.
I róbmy remonty, hip-hop i ogródki, bo ważny jest świat podwórek, choć brudny i malutki.

Pozdrowienia dla Dzieciaków z ul. Piastów 4!


W lipcowym numerze magazynu SIC! pojawiła się niepełna nazwa książki Alfreda Döblina. Poprawny tytuł to "Berlin Alexanderplatz".
Alfred Döblin urodził się przy ul. Bollwark, czyli dzisiejszym Nabrzeżu Wieleckim, a nie Bieleckim jak zostało podane w tekście.
Za błąd przeprasza redakcja magazynu SIC!