Piątek - --
Sobota - --
Niedziela - --

06-09-2011 22:55

Rozmowa z Rafałem Bajeną, prezesem Stowarzyszenia Twórców i Producentów Sztuki; z pasji, doświadczenia i wykształcenia kierownikiem produkcji filmowej

Kiedy film po raz pierwszy pojawił się w Twoim życiu?
Ostatnio opowiadałem komuś o pewnym filmie, który obejrzałem jako bardzo małe dziecko. Powiedziałem, że to właśnie wtedy zainteresowałem się filmem. Ale była to tylko dywagacja, którą niedawno sobie wymyśliłem.

Czyli nie był to żaden konkretny obraz?
Zawsze interesowało mnie to, co kreacyjne, nieprawdziwe, teatralne... np. Tadeusz Kantor. Swego czasu brałem udział w różnych warsztatach, m. in prowadzonych przez Annę Augustynowicz - wiele lat temu, kiedy przyjechała do Szczecina. Kolejno pojawiały się różne projekty: występowałem w Piwnicy przy Krypcie, byłem związany z Teatrem Polskim, wraz ze znajomymi prowadziłem także program "Bez żaluzji" w Telewizji Polskiej.

Jesteś szczecinianinem?
Tak, jestem ze Szczecina. Pewnie gdybym nie był, bym tu nie mieszkał. Do Szczecina trudno trafić przypadkiem. Zachwycają mnie ludzie, którzy się tu w jakiś sposób znajdują i zostają, zaś potem stają się prawdziwymi szczecinianami - ogarnia ich zachodniopomorski pesymizm i zaczynają "jęczeć". To jest ważne dla szczecinian, że tak czynią. To bowiem znaczy, że jesteśmy szczerzy i nie udajemy, że jest pięknie i dobrze. Jesteśmy pozbawieni złudzeń. Widzimy, co jest dobre a co złe, i dążymy do zmian.
Jednocześnie piękne jest to, że Szczecin nadal jest pustą przestrzenią, którą możemy wypełnić dowolnym pomysłem.

Myślisz, że można uczynić z tego atut czy działa to na nas deprymująco?
Ludzie czynią z tego atut. Ludzie cieszą się, że mogą coś robić, przykładowo stworzyć muzeum sztuki współczesnej, filharmonię itd. Oczywiście chciałoby się, aby powstawało tego więcej. Nowo otwarta galeria na deptaku cieszy. Jednak dobrze byłoby, aby powstały obok jeszcze dwie, aby zapewnić pewną ciągłość.

Czy czujesz się animatorem środowiska kulturalnego tego miasta? Czy raczej po prostu dzielisz się swoją pasją?
Całkowicie odcinam się od pojęcia animatora kultury. Jestem kierownikiem produkcji z całym etosem tego zawodu. Jestem osobą, która w przypadku realizacji filmu należy do trójcy: reżyser, operator, kierownik produkcji.
Jeżeli chodzi o działania w Szczecinie to w ramach stowarzyszenia robimy rzeczy, których uważamy, że brakuje w mieście. Stwarzamy rzeczywistość. Jeżeli chcemy coś zobaczyć, kogoś usłyszeć musimy to zrobić samodzielnie. Z tym, że wówczas uczestnictwo w tym nie jest już takie swobodne. Nie możemy sobie spokojnie usiąść i cieszyć się tym. Przygotowanie łączy się bowiem z mnóstwem działań poprzedzających i wydarzających się w trakcie.

Interesujesz się fotografią. Czy wiąże się to ze sposobem wyrażania siebie poprzez obrazy? Czy widzisz związek między fotografią a filmem?
Film jest przede wszystkim do oglądania, tutaj nie ma o czym mówić. Fotografią zajmowałem się kiedyś bliżej i faktycznie jest ona dla mnie ważna. Przez pewien czas studiowałem fotografię w Antwerpii.
Realizowane przeze mnie filmy fabularne, a właściwie krótkometrażowe, które nie były dokumentami czy żartami filmowymi, są przygotowane z kadru. Powiązania fabularne nie są zaś tak silne dramaturgicznie. Jest to raczej seria łączących się obrazków, gdzie łącznikiem jest element plastyczny.

Patrząc na Twoją działalność na Dziedzińcu Muzeum Narodowego można zauważyć, że w głównej mierze prezentowane są animacje?
To są głównie krótkie metraże: animacje, dokumenty, teledyski. Animacja jest dziełem bardzo pracochłonnym, precyzyjnym, a co się z tym często wiąże - materiał ten jest na wysokim poziomie.
Kino plenerowe również rządzi się swoimi prawami. Należy uszanować widza, który naraża się na warunki atmosferyczne. Repertuar jest zawsze solidnie dobierany.
Jednak poza krótkimi formami pokazywaliśmy także filmy fabularne, bardzo plastyczne, jak chociażby przegląd filmów Karela Kachyni.

Jak odbywa się pozyskiwanie filmu do publicznej prezentacji?
Wszystko zależy od filmu. Najpierw należy dobrać film do sytuacji i miejsca, w jakim będzie wyświetlany. Aby był adekwatny. Przykładowo, prezentowanie w kinie plenerowym filmów nowoczesnych, w których równie ważne są efekty jak i dźwięk, nie byłoby celowe.
Jeżeli chodzi o przegląd filmów Karela Kachyni, to praca nad tym projektem rozpoczęła się na wiele miesięcy przed pokazem: pozyskiwanie filmów, praw, środków, tłumaczeń. Z tym wszystkim wiążą się również duże koszta. Praca ta jednak dokonała się w kooperacji kilku pomiotów: Rotunda w Krakowie, festiwal w Zwierzyńcu. Dzięki temu całość niezbędnej pracy nad projektem mogła zostać podzielona i każdy z podmiotów mógł zająć się poszczególnym wycinkiem zadań.

Czy jest coś, co chciałbyś obecnie pokazać szczecinianom?
Fajnie byłoby zaprosić teoretyków filmów, aby opowiedzieli chociażby o filmie animowanym. Byłaby to okazja dla fascynatów filmowych, aby zapoznać się z teorią. Film jest zawsze działalnością prototypową, jednak usłyszenie doświadczeń kogoś, kto zajmuje się tym od dawna, jest wiedzą bezcenną, z której można wyciągać wnioski dla siebie.

Czy krajobraz lub historia Szczecina mogłyby zainspirować twórców filmowych?
Niektórzy mówią, że Szczecin jest dobrym miejscem do kręcenia filmów z racji starych budowli i plenerów. Ja mogę wypowiedzieć się od strony pragmatycznej i praktycznej jako kierownik produkcji - Szczecin jest dobrym obszarem to robienia filmów ale współczesnych. Ilość reklam, samochodów, plakatów uniemożliwia zrobienie filmów z fabułą osadzoną w latach 50-tych, 60-tych.
Oczywiście jestem zwolennikiem tego, aby w Szczecinie odbywały się różnego rodzaju produkcje. Jednak jest to kwestia możliwości. W Szczecinie nie ma studia filmowego, hal zdjęciowych czy sprzętu. Duże produkcje filmowe tutaj się nie udadzą. Poza tym, miasto jest za daleko, aby aktorzy mogli swobodnie dojeżdżać. Obecnie, poza filmami mają oni inne zobowiązania, które uniemożliwiają im kilkutygodniowe oddalenie się do Szczecina. Grają w reklamach, teatrach.
Szczecin byłby idealny do filmów krótkometrażowych z możliwością zaangażowania szczecińskich aktorów, dla których byłaby to możliwość realizowania siebie na innych polach.
Fajnie, że dzieją się takie rzeczy jak Teatr Niekonsekwentny, który próbuje robić dodatkowo swoje własne produkcje, aby móc się zawodowo eksploatować. To jest ważne. Aktorzy Teatru Niekonsekwentnego mają oczywiście luksus grania w jednym z najlepszych teatrów dramaturgicznych w Polsce, jednak pozostaje pewien niedosyt i ważne jest to, aby móc działać na różnych polach.

Jak wygląda w naszym regionie możliwość pozyskiwania środków finansowych na realizacje filmów? W jakim stopniu potrzeby zaspokaja Zachodniopomorski Fundusz Filmowy?
Wyprodukowano kilka filmów dokumentalnych oraz publicystycznych, jednak kuleje emisja tych filmów - nie są wystarczająco eksploatowane.
Aby starać się o środki z Funduszu trzeba mieć gotowy wniosek: budżet, scenariusz, komplet dokumentów. Brakuje etapu, w którym jakaś instytucja wsparłaby autora w realizacji pomysłu. W Szczecinie jest sporo dziennikarzy, literatów, którzy mają gotowe materiały, dobrze ocenione przez scenarzystów, jako ciekawy materiał z możliwością np. koprodukcji polsko-niemieckiej. Jednak autor tekstu potrzebowałby pomocy, aby język papieru przełożyć na język filmu, aby to "sfotooglądać". Potrzebowałby pomocy przy dokonaniu decyzji dotyczących obsady, miejsc realizacji zdjęć, scenografii itd. To wszystko jest potrzebne, aby móc w ogóle zacząć mówić o budżecie, który jak wiadomo, pomiędzy pierwszym pomysłem a realizacją może zmienić się radykalnie.

Czy jest szansa, aby takie wsparcie na wcześniejszym etapie można było uzyskać od prywatnych inwestorów, przedsiębiorców?
Za produkcją filmową w wielu krajach stoi przemysł filmowy. Może to być ryzykowna inwestycja, jednak niekiedy jest opłacalna. W Stanach Zjednoczonych często już pierwszy tydzień pokazów filmowych to udowadnia. Za duże pieniądze realizowane są filmy mainstreamowe, finansowane za pośrednictwem kapitałowym wspomnianych instytucji przemysłu filmowego. Jest to jednak zjawisko dobre, ponieważ te filmy zarabiają, twórcy maja praktykę, firmy producenckie mogą zakupić kolejny sprzęt, firmy mają zysk i mogą ryzykować produkcję filmów niszowych i artystycznych.

Jak wygląda Twoim zdaniem przyszłość kinematografii?
W ostatnich latach w Polsce powstało około 30 filmów fabularnych, co jest ewenementem, który powtórzył się po raz pierwszy od lat 70-tych. Oczywiście, kwestią jest jakość tych filmów oraz możliwość obejrzenia ich przez widzów, bowiem często filmy te pojawiają się w kinach na tak krótko, że niewiele osób ma szansę ich oglądania.

To trochę, jakby produkowanie tych filmów było sztuką dla sztuki.
Myślę, że w przypadku Europy spokojnie możemy mówić o nadprodukcji filmowej. W trakcie roku produkuje się setki filmów realizowanych w całej Europie, jednak do naszego kraju trafia ledwie kilkanaście tytułów, przy czym nie zawsze można powiedzieć, że są to te najlepsze. Większość z tych filmów ma niewielkie szanse na pojawienie się w naszych kinach, ewentualnie na festiwalach. Problemem jest również dystrybucja. Film można wyprodukować, nie ma jednak możliwości pokazania go. Telewizja ma swoje możliwości, a raczej ograniczenia programowe. Siła nowych mediów jest pomocna, jednak za darmową emisją w internecie nie idą pieniądze.

Kilka słów opinii na temat filmów 3D?
Nie jest to żadna rewelacja i nie jest to niczym nowym. Oczywiście jest tego coraz więcej i pojawia się z większą ilością opcji. Mamy teraz telewizję 3D, ostatnio widziałem nawet telefon z taką funkcją. Ale już w latach 20-tych powiał się motyw 3D i był moment kiedy miało to zmienić bieg kinematografii. Podobnie było w latach 50-tych i 70-tych. Polskę ten szał ominął, bowiem ledwo radziliśmy sobie z kinem kolorowym. Teraz temat powrócił i mamy mnóstwo filmów kręconych w tej technologii.
Pojawia się nowe pokolenie i ono też chce zobaczyć kino 3D. Kiedy jednak nauczymy się nowych gadżetów, zaczynają być one nudne. A ludzie szybko się uczą i nie chcą być już oszukiwani. Tak jak z hasłem "Tego jeszcze w kinie nie było", które towarzyszy kinu od samego początku.
Dla mnie kino 3D to dyskomfort - trzeba nosić te okulary, a i nie zawsze jest to potrzebne fabule.

A jest coś, czego jeszcze w kinie nie było?
Film to taka sztuka, która syntetyzuje wszystkie inne formy sztuki. Czasem coś po 20, 50 latach okazuje się świetne, jednak nie trafiło na swój czas i zostaje po latach na nowo odkrywane.
Patrząc na początki kinematografii, każdy kraj stawał się kolebką, monopolistą pewnej filmowej maniery. I tak kino slapstickowe było domeną Stanów Zjednoczonych, kinematografia skandynawska natomiast skupiała się na rekonstrukcji. Odpowiedzialni za kinematografię hiszpańską wiedzieli natomiast, że niczym innym nie załatwią sprawy tak dobrze jak erotyką i seksem, przedstawiając życie erotyczne we wszystkich jego wymiarach.
Teraz również kino 3D jest pewnym elementem tej historii.
Dopóki nie pojawiło się kino dźwiękowe, filmy były coraz dłuższe. Ale tylko do momentu, kiedy pojawił się kolor. Wówczas filmy znów zatrzymywały się przy 50 minucie, po to, aby po czasie znów zacząć się wydłużać. Potem pojawiła się telewizja, zatem kino znów musiało zaskakiwać. Wprowadziło kolor. Ale telewizja również do tego doszła. Kino stało się panoramiczne i lepiej nagłośnione. Stereo weszło do telewizora. Teraz mamy 3D, ale jak wiadomo ono też już staje się powszechne w domach.
Kino jakie chciałbym oglądać i do którego chciałbym chodzić, to kino z filmów Felliniego, gdzie biesiadują, palą papierosy, dyskutują i bawią się. Taki był zamysł kina plenerowego na dziedzińcu Muzeum Narodowego.

Wracając do Szczecina: myślisz, że byłby sens, aby pojawiło się tu jeszcze jedno kino?
To zależy od repertuaru. Jest wiele obszarów kinematografii, które nie są nigdzie prezentowane, jak np. cykl "Inne Kino", który obecnie staramy się prezentować w Muzeum Narodowym.
Fajnie gdyby powstało miejsce będące poniekąd ośrodkiem filmowym, bez powielania tego, co dzieje się w innych kinach. Brakuje w Szczecinie miejsca dla ludzi, którzy działają w obszarach szeroko pojętej sztuki; miejsca, które mogłoby stać się pewną płaszczyzną wymiary wrażeń, katalizatorem przeżyć. Teraz odbywa się to incydentalnie i w różnych miejscach.
Problem pojawia się jednak z finansowaniem takiego miejsca. Aby wyświetlać filmy trzeba bowiem pozyskać licencje i prawa autorskie. To powinno być połączeniem działalności kulturalnej i komercyjnej. Aby jednak do tego doszło, współpraca powinna odbywać się pomiędzy różnymi grupami interesów. To wymaga jednak małej ilości przeszkód formalnych i serdeczności ze strony miasta i urzędów.

A czy możemy mówić o współpracy kultury z przedsiębiorcami
Współpraca taka oczywiście jest, jednak najczęściej nie finansowa, a raczej barterowa. Firmy mające centralę poza Szczecinem nie mogą, i chyba nie chcą współpracować, ponieważ brak im decyzyjności. Odwoływanie się do centrali nie przynosi z kolei efektów, ponieważ centrale nie wiedzą jaki jest ciężar kulturowy i znaczeniowy wydarzeń mających miejsce w Szczecinie. A przecież działań kulturalnych nie można centralizować i ujednolicać.

Plany na przyszłość?
Wszystko zależy od inwestycji i remontów w Kinie Pod Złotym Leszczem przy ul. Wielkopolskiej. Teraz trwa jeszcze kino plenerowe i powróci ono latem. W międzyczasie na pewno kolejne projekcje w Muzeum Narodowym i Short Waves w kinie Helios
Cały czas działamy w kooperacji z różnymi podmiotami i jesteśmy aktywnymi partnerami w pozyskiwaniu środków finansowych z różnych źródeł, aby móc te środki rozkładać na kilka podmiotów i z nich korzystać.