Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

18-05-2011 15:15

Podsumowania w przypadku muzyki są sztuką trudną. Ale czy nie większą i jeszcze trudniejszą jest tworzenie dźwięków, do których później powracamy?

Z drugiej strony trudno przewidzieć czy tak będzie z albumami, które dopiero co wyszły. Z trzeciej - jakie obrać kryteria wyboru? I dalej, które nazwać najlepszymi i dlaczego? Z piątej strony... jako rodowity Polak mógłbym tu wymyślić miliony powodów do narzekań.

Postanowiłem więc wybrać te płyty, które przykuły moją uwagę, czasem oczywiste, czasem mniej znane - poniżej na tacy podane:
Hot Chip i ich czwarty album "One life stand" to porcja mocnej elektroniki udowadniająca, że z płyty na płytę są coraz lepsi.
LCD Soundsystem "This is happening" - nie do końca wierzę w ponowne zapewnienia Jamesa Murphy'ego, iż jest to ostatnia płyta tego projektu, ale w razie czego choćby z tego powodu polecam po nią sięgnąć.
Kele Okereke "The Boxer" - wymawiając jego nazwisko (czyt. Ołkejrejkej) można połamać sobie język. Przy słuchaniu, uwaga również na kości pękające od tańca i na serce wariujące od pochłanianych dźwięków.
We have band "WHB" to jeden z najlepszych debiutów tego roku. Taneczna dawka z dobrym tekstem i brzmieniem gwarantującym multum wrażeń.
Scissor Sisters "Night Work" - to najlepszy album tego zespołu. W kilku słowach: okraszone nieangażującymi tekstami gej disco - dobre na wszystko.
Z kolei album Kaspera Bjorke to, oprócz przyjemnej wokalizy, kategoria cięższej elektroniki, w kwestii tłustości bitu bliższa Junior Boys czy Catz'n'dogz.
W tym całym ciągu nie należy zapominać o tegorocznych albumach Massive Attack, Gorillaz, The Roots, Foals, The Black Keys, Lone Lady, Mount Kimble, Four Tet... i innych, których nie sposób pomieścić na tak niewielkiej przestrzeni.

Artykuł z numeru: [#2] 12/2010
0
komentarze