Piątek - --
Sobota - --
Niedziela - --

18-05-2011 15:27

Przeszło miesiąc temu Szczecin zyskał nowe muzeum tj. Muzeum Techniki i Komunikacji. Mimo że przygotowania do otwarcia trwały dość długo, niektórzy zamiast tęsknie czekać na ten dzień, tęsknili za OFFicyną.

Jak zwykle bywa, owo miejsce ma dobre i złe strony. Wita nas wrażeniem nowoczesności, "światowości", przez myśl przebiega "jestem w europejskim mieście". Jednak wyobrażenie, iż znaleźliśmy się w filmie "Trafic" Jacquesa Tatiego, niedługo po przekroczeniu progu, zmienia się pod wpływem rozmiaru ekspozycji - słowem: czuć malizną.

Zwiedzanie wystawy jest przyjemne. W niektórych z nas obudzą się wspomnienia, w innych ciekawość. Wiele z okazów, jak odmiana malucha o nazwie Wszędołaz, czy Alba dla damy w długiej spódnicy, wywołają uśmiech na twarzy. Rzednie on jednak, gdy tłusty druk przypomni nam, iż w większości otaczają nas niepolskie osiągnięcia. Prawdą jest, że nie mamy wpływu na historię, pozostaje więc okrzyknąć się lokalnym patriotą...
Osoby czytające opisy eksponatów zauważą, iż lwia ich część pochodzi od jednego kolekcjonera. Oczywiście wdzięczność temu panu, ale intryguje to i nasuwa pytania. Czy zrobiono wszystko, by było jak najlepiej, najciekawiej?

Zupełnym przeciwieństwem, o którym miło wspomnieć, jest wystawa towarzysząca, na której zobaczymy prace studentów Instytutu Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej. Nie tylko ożywiają prezentowane zbiory, lecz świetnie ukazują zmianę estetyki i postrzegania sztuki użytkowej.

Całą wycieczkę możemy zakończyć tam, gdzie wiele z eksponatów ją zaczęło - od budynku byłej Fabryki Stoewera na ul. Krasińskiego dzieli nas jedynie krótki spacer. Podczas niego możemy sporządzić listę plusów i minusów nowego lokatora OFFicyny. Liczmy więc, że nowy nabytek z czasem zdoła w pełni zrekompensować te zmiany, a odczucie niedosytu zniknie.