Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

06-11-2011 19:53

Jej sztuka wyróżnia się na pierwszy rzut oka. Artystka nie unika tematów związanych z sensem życia, co dziś rzadkie u młodych artystów. Prowokacyjnie przyznaje się także do fascynacji religijnych, choć sama deklaruje niewiarę. Poznajcie Natalię Szostak.

Aleksandra Gieczys-Jurszo: Twoja twórczość spełnia się w tych rejonach, gdzie trzeba wyeksponować własne doświadczenia: emocjonalne, zmysłowe, duchowe czy intelektualne. W swoich pracach redefiniujesz swój sposób bycia w świecie i skłaniasz widza do partycypacji w tym prywatnym akcie. Nie boisz się niezrozumienia albo nawet posądzenia o narcyzm?

Natalia Szostak: To co robię zazwyczaj generuje cały szereg reakcji; w ten sposób komunikuję się z innymi. To, że dla jednych konkretna praca może być niezrozumiała, obojętna czy rażąca, kiedy dla innych ta sama praca jest czytelna i ważna, wymusza niezbędny dystans. Dzięki temu czuję, że jest to żywy proces, że istnieje pewien teren wypowiedzi, który wciąż się kształtuje.

A.G.-J.: Wielu artystów istnieje jako temat własnej twórczości. Zawsze ciekawiło mnie na ile zapis własnego życia na płaszczyźnie sztuki spaczony jest pewną skazą niezamierzonej nawet intencjonalnie manipulacji, kreacji? Istnieje przecież pokusa, by tworzyć siebie na nowo, świadomie sterować swoimi nastawieniami i reakcjami, które znajdą odzwierciedlenie w ekspozycji. Czy da się od tego uciec?

N.S.: Nie da się od tego uciec. To jest pułapka subiektywizmu. Rzeczywistość jest takim problemem. Nie jesteśmy w stanie przedstawić pojedynczego jej obrazu, który nazwać moglibyśmy jedynym prawdziwym. Na tym polega kreacja. Będąc tego świadoma, staram się dotrzeć jak najbliżej siebie w rzeczywistościach, w których jestem; do siebie takiej, jaką mam zdolność postrzegać.

A.G.-J.: Odbiór dzieła zależy w dużej mierze od intencji, w imię których zostało zrealizowane. Zastanawiasz się nad tym w trakcie przygotowań do realizacji swoich projektów?

N.S.: Przekaz jest dla mnie najważniejszy. W każdej ze swoich prac komunikuję konkretne rzeczy, które mam nadzieję, że zostaną odczytane. Nawet jeśli nie jest to do końca możliwe, wierzę, że moim obowiązkiem wobec siebie i wobec widza jest starać się robić to najlepiej jak potrafię.

A.G.-J.:Spojrzenie na siebie z szerszej perspektywy za pomocą własnej twórczości, to bardzo dobry punkt wyjścia ku ogarnięciu rzeczywistości i swojej w nim roli. Taka światopoglądowa autorefleksja musi siłą rzeczy stać się prędzej czy później trampoliną ku bolesnej konieczności poszukiwania sensu własnej egzystencji...

N.S.: Tak, jest to pewna forma dokumentacji tego, co trudne do określenia. Moje działanie jest podejmowaniem prób w tym kierunku. Dzielenie się tym z innymi jest niezbędną częścią tego procesu. Dopiero wtedy dochodzi do konfrontacji koniecznej do dalszej pracy. W rezultacie powstaje pewien zapis moich doświadczeń - ostatecznie to mnie zadowala.

A.G.-J.: Wśród aluzji i cytatów wyłaniają się inskrypcje twoich marzeń, postaw, aspiracji. Twoja twórczość stanowi więc kronikę szczególnych dla ciebie doświadczeń, wyjętych z życia i osadzonych w odpowiednich dekoracjach?

N.S.: Tworzę znaki, które odnoszą się bezpośrednio do moich doświadczeń. Ich odczytanie zależne jest od kontekstu - "dekoracji" jak mówisz, czyli formy, którą nadaję całości. Staram się używać języka, który znam i który może być zrozumiały na poziomie doświadczeń już nie moich.

A.G.-J.: W przestrzenie, w których lokujesz swoje prace wplatasz różne rekwizyty mające reprezentować twoje spojrzenie (jak np. biała sukienka). Możesz przybliżyć ich znaczenie?

N.S.: Sukienka pełni rolę relikwii, pozostałości po wydarzeniu o szczególnym znaczeniu. Posługuję się nią jako symbolem, który odnosi się do konkretnych doświadczeń, których nie potrafię zamknąć w słowach. Jest bardziej znakiem zapytania niż odpowiedzią. Wywoływaczem pewnych skojarzeń, które na przestrzeni moich prac uaktywniają się na różne sposoby. Podobnych rekwizytów jest więcej; emocje, które we mnie wzbudzają staram się rozładować w pracach. Nie zależy mi na konkretyzowaniu tych emocji, raczej, na poszerzaniu słownika wizualnego.

A.G.-J.: W twoich pracach wyrwane z kontekstu prozaiczności uniwersum zjawisk odzyskuje rangę symbolu. Często potoczności nadajesz parareligijny aspekt. W tym koloryzowaniu scen znaczeniami, zaczarowywaniu rzeczywistości siłami kreacyjnymi widzę przebłyski myślenia magicznego...

N.S.: Interesują mnie powiązania sztuki z religią. Wizualne przedstawienia danej ideologii są dla mnie inspiracją. Na podobnej zasadzie buduję własny język wizualny. Staram się systematyzować pewne informacje poprzez obraz. W efekcie mitologizuję fragmenty rzeczywistości. To prawda.

A.G.-J.: Nie boisz się stawiać w swoich pracach "wielkich pytań"? W rozmowach z artystami słyszę często, że eksplorowanie tej tematyki ich zwyczajnie paraliżuje.

N.S.: Sztuka jest dla mnie przestrzenią, w której mogę swobodnie poruszać się pomiędzy sprzecznościami zawartymi w doznawaniu rzeczywistości. Standardowe metody poznania, ich umowność, wykluczają długodystansowe dociekanie. Są dla mnie nieprzekonywujące. Z pełną premedytacją zmieniam kierunki myślenia na takie, które w danym momencie przekładają się na emocje związane z konkretnym doświadczaniem. Korzystam z alternatyw, które stwarzam na własną potrzebę. Często są to hybrydy już istniejących metod podejmowania tematu tajemnicy.

A.G.-J.: Problem istnienia dla większości dzisiejszych młodych artystów jest mało atrakcyjny, często nawet irytujący. Ty należysz do opozycyjnego obozu. Skąd taki kierunek artystycznych poszukiwań?

N.S.:Konieczność. Nie znalazłam innego sposobu na frustrację związaną z dysonansem doświadczanych sytuacji. Brakowało mi miejsca, gdzie mogłabym według własnego uznania intonować ważkość pewnych spraw.

A.G.-J.: W swoje prace wplatasz wątki religijne, które często wykraczają poza swoją tradycyjną funkcję. Czy te płaszczyzny odniesienia skrywają twoją życiową postawę? A może raczej wykorzystujesz słownik przypisany narracji religijnej jako sankcjonujący szczególność konceptu?

N.S.:Ikonografia religijna jest dla mnie wzorcową metodą komunikowania idei, które same w sobie są bezobrazowe. W ten sposób jest mi bliska. Sam problem wiary jest bardzo istotny w tym co robię. Nie odnajdując jej w sobie, fascynuję się jej objawieniami. Z religii korzystam jako ze zjawiska dostarczającego odpowiedzi. Jej konkretność w obliczu tego, co nieznane pociąga mnie. To są moje przemyślenia, które - siłą rzeczy - stają się częścią moich prac.

A.G.-J.: W cyklu "Miejsca Poświęceń" eksplorowałaś kwestie związane z konstrukcją ludzkiej tożsamości. Aby dotrzeć do korzeni tego, co konstytuuje jednostkę, jako autonomiczny, niepowtarzalny i samodzielny byt, zmuszona byłaś odbyć etnograficzną podróż w głąb siebie.

N.S.:"Miejsca poświęceń" to seria obrazów skonstruowanych na wzór ołtarzy (ołtarz, czyli stół przeznaczony do składania ofiar, gdzie złożony dar ma na celu pozyskanie przychylności Boga). Posługuję się tą symboliką w kontekście własnej historii, która nieuporządkowana, chaotyczna, zaburza integralność mojej tożsamości. Brak jasno określonego celu i sensu minionych zdarzeń przeciwstawiam uporządkowanej formie, która nadaje im nowy wyraz. Systematyzuję przeszłość tak, aby stała się czytelna, ale nie odbieram jej tym samym zagadkowości.

A.G.-J.: Twoje osobiste doświadczenia związane z życiem w wielu krajach stały się punktem wyjścia dla całkowicie innych odczytań. Prezentowana przez ciebie perspektywa tworzy - prywatną a zarazem publiczną - uniwersalną przestrzeń refleksji. Pokazujesz jak proces budowania własnej podmiotowości warunkowany jest przez kulturę, tradycję, procesy socjalizacji.

N.S.: Zgadza się. Częsta zmiana lokalizacji, zrelatywizowane pojęcie "domu", postępujące poczucie wykorzenienia, kształtują moje spojrzenie na świat. System wartości jednego środowiska nie przekładając się na nowy, dewaluuje się. Jesteśmy zmuszeni tworzyć ich atrapy w nowym miejscu. Szukamy substytutów. Często nieświadomie oddajemy kluczowe elementy składające się na pewną przeszłą tożsamość, zatracamy poczucie siebie, poruszamy się po omacku. Sprzeczności wytwarzające się w zderzeniu ze zmieniającymi się realiami uniemożliwiają płynne przejścia pomiędzy nimi. W rezultacie, pewne rzeczy spoza nas stają się wyraźniejsze.

A.G.-J.: Nad czym teraz pracujesz?

N.S.: Powoli odchodzę od serii "Miejsca poświęceń". Skupiam się na autoportrecie. Jestem w trakcie rozbudowywania nowej serii autoportretów anatomicznych. Na jej bazie powstają rysunki i obrazy olejne. W przyszłym roku chcę ich użyć do nowego projektu w przestrzeni miejskiej.

Artykuł z numeru: [#13] 11/2011
0
komentarze