Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

14-12-2011 18:34

Jachtami pływał od dziecka. Ze znajomymi wynajmował za każdym razem jacht jak tylko chcieli gdzieś popłynąć. Do dnia kiedy stwierdzili, że jest to bez sensu, że lepiej mieć swój. Jacht nie mała rzecz, nie tak trudno ją znaleźć. W Internecie odnaleźli ofertę - jacht na Florydzie do dużego remontu. Potem już było tylko załatwianie wiz, wylot w ciągu tygodnia, i w końcu - bezkresne morze przygód.

Arek Piętak, bo o nim mowa, nie zawsze jest w stanie powiedzieć dokładnie kiedy co się działo. Doskonale jednak pamięta atmosferę i emocje jakie towarzyszyły każdej chwili od zakupu Camelota. Pamięta także byłego właściciela jachtu i to, że śrubę kupili za obiad. W Stanach zatrzymali się na dwa tygodnie - tam musieli naprawić silnik. Gdy jacht był już gotowy, a załoga w komplecie, rozpoczął się rejs przez Atlantyk. Była to wiosna 2010 roku.

Atlantyk nie okazał się tak przyjazny, jak załoga mogłaby tego oczekiwać. Stracili jedzenie, żagle, na końcu też nadzieję. Rejs trwał dwa razy dłużej niż zakładali. Jednak okazało się, że Camelot to jacht o bardzo dobrej konstrukcji i zwycięsko poradził sobie z falami wyższymi od masztu. Przetrwał także 4-godzinną kontrolę francuskiej straży granicznej, która, ponoć zgodnie ze swoimi standardowymi działaniami, uciekając się do kłamstw i nie wypuszczając z rąk głównego argumentu w postaci broni, przeczesywała jacht w poszukiwaniu narkotyków.

Załoga dopłynęła do Szczecina pod koniec czerwca. Wtedy też zaczął się generalny remont Camelota na nabrzeżu. Trwał całe lato i jesień, potem wiosnę 2011 roku. Przez ten czas towarzyszył wszystkim wydaniom Kroniki Szczecińskiej, która rozpoczyna się od widoku na Trasę Zamkową i Wały Chrobrego.
Wiosną do Arka dołączył Marek Szymański z 15-osobową ekipą Floating Trippin'. Wyremontowali wał napędowy, silnik, całą część podwodną, także elektronikę i wszystkie systemy. W zamian za to, mogli udać się w próbny rejs.

Od 15 sierpnia do 8 września trwała podróż na odcinkach Szczecin - Gdańsk - Kłajpeda - Turku - Gdynia - Szczecin. Wszystko to działo się w ramach The Culture 2011 Tall Ships Regatta. Szczecińska ekipa w tym czasie promowała nasze miasto i związaną z nim sztukę i kulturę. "Zmienialiśmy się podczas etapów. Ja miałem przyjemność uczestniczyć od początku do końca. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zdecyduję się na tak długi rejs. Ale tydzień na jachcie polecam wszystkim" - opowiadał Marek. Do jego zadań należało między innymi spisywanie relacji z rejsu, które teraz można poczytać na stronie ft.szczecin.pl.

Co dalej w planach ma Arek? Od wiosny krótkie rejsy Camelotem na Bornholm, potem regaty Tall Ships. W międzyczasie rejsy po morzu, i może uda się zorganizować kolejny wieczór panieński - pierwszy, bardzo udany, Camelot ma już za sobą.
Arek planuje także podjąć współpracę z Kaną i stworzyć na jachcie pływającą scenę teatralną. Zanim jednak powstanie pełna lista wydarzeń z udziałem Camelota w roli głównej, koniecznie trzeba dokończyć remont silnika.

Camelot to według Arka najładniejszy jacht w Szczecinie. W Ameryce reklamowany był słowami "The finest that modern technlogy and Old World craftsmenship can produce". Camelot to nowa technologia w starym stylu, specyficzny kształt starej łodzi, i jak się okazuje - wytrzymałej. Ten jacht jest także drugim w Szczecinie co do wielkości, tuż za Darem Szczecina. Pełną okazałość Camelota widać na stronie internetowej camelotsailing.com.

Ta, tak naprawdę dopiero rozpoczynająca się przygoda, pokazuje siłę pasji. Jak przyznał Marek, momentami trzeba wyłączyć rozsądek i postawić wszystko na jedną kartę. Stawka do wygrania jest duża, a przeszkody okazuje się, że są do pokonania. "Kiedy wprowadziliśmy zakaz rozmawiania o chorobie morskiej, nikt nie chorował" - opowiada Arek. Czy zadziała to w przypadku każdego z nas, nie wiadomo. Ale zawsze warto spróbować.
Artykuł z numeru: [#14] 12/2011
0
komentarze