Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

11-01-2012 13:11

W grudniu w Muzeum Historii Szczecina odbyło się spotkanie w ramach cyklu "Środy z historią Szczecina". Tym razem tematem przewodnim odczytu były wydarzenia grudnia '70 i stycznia '71.
O mitach i stereotypach związanych z wydarzeniami grudniowymi z dr. Michałem Paziewskim rozmawiał Jerzy Grzelak.


Obchodzona niedawno okrągła, 30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego (13 XII 1981 r.) usunęła w cień 41. rocznicę dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się również w Szczecinie. Myślę o rewolcie robotniczej, którą - mimo iż miała dwa akty, w grudniu 1970 i w styczniu 1971 r. - przyjęto nazywać Grudniem '70. Na czym polegała jej przełomowość?
Grudzień 1970 r. przede wszystkim obnażył całkowitą alienację komunistycznej władzy od społeczeństwa. Robotnicy po raz pierwszy od poznańskiego Czerwca `56 w tak dramatyczny sposób upomnieli się o prawo do współuczestniczenia w budowaniu państwa realizującego rzeczywistą, a nie pozorną sprawiedliwość społeczną. Komuniści rządzący krajem zmuszeni zostali pod naciskiem strajków i walk ulicznych do zmiany dotychczasowej ekipy rządzącej, co nie miało precedensu nie tylko w historii PRL, ale też w dziejach całego bloku państw komunistycznych. Krwawa pacyfikacja Szczecina, jak też Gdańska, Gdyni i Elbląga, w grudniu 1970 r. przyczyniła się do przełomu w sensie mentalnym: wielu Polaków ostatecznie pożegnało się ze złudzeniami o demokratycznym charakterze "władzy ludowej". Bez tego "zejścia na ziemię" nie byłoby sierpnia 1980 r. i, w konsekwencji, rozstania się z Polską zwaną, jak chyba na ironię, Ludową.

Tragiczny przebieg grudniowej odsłony rewolty 1970 r. usunął w cień drugi jej akt: strajki, które sparaliżowały aglomerację szczecińską w trzeciej dekadzie stycznia 1971 r. We wprowadzeniu do książki Debata robotników z Gierkiem. Szczecin 1971, wydanej ponad rok temu, piszesz, że znaczenie strajków styczniowych jest jednak większe niż rewolty ulicznej sprzed miesiąca. Czy możesz to uzasadnić?
Mimo, iż "strajk Bałuki" - jak nadal wielu szczecinian nazywa strajk styczniowy 1971 r. - przyniósł niewiele konkretów, to miał on znaczący wpływ na procesy polityczne w Polsce lat 70. Strajkujący w istocie wywalczyli wtedy zasadę "nic o nas bez nas" oraz przywilej strajkowego weta wobec decyzji czy nawet zamiarów partyjnego establishmentu. Ten z kolei zmuszony został do rezygnacji z jednego z głównych założeń doktrynalnych leninowskiej koncepcji związków zawodowych, jako pasa transmisyjnego partii do mas. U robotników znacznie wzrosły ich aspiracje oraz świadomość własnej wartości. Powszechnie zaczęto wówczas mówić: "Kto stanie, ten dostanie", "Czy się leży, czy się stoi, Gierek płaci, bo się boi". Ponadto konflikt styczniowy przyczynił się do kolejnego zdemaskowania i osłabienia autorytarnego systemu ustrojowego panującego w PRL. Sprzyjało to narodzinom w połowie lat 70. opozycyjnych inicjatyw wobec "robotniczej władzy". Doprowadziły one w końcu do rozstania się w 1989 i 1990 r. z pseudodemokratyczną formacją ustrojową zwaną "demokracją ludową".

Jak wyglądała pamięć o "gorącej zimie" 1970/1971 r. na Wybrzeżu?
Władze komunistyczne doskonale zdawały sobie sprawę z konsekwencji wynikających z tragicznego tygodnia grudniowego, który odsunął od władzy oraz w ogóle od polityki Władysława Gomułkę, jak też z niewyreżyserowanego spotkania z robotnikami w styczniu 1971 r., które początkowo jeszcze umocniło pozycję Edwarda Gierka, jako komunistycznego lidera, wręcz nawet uczyniło go symbolem swego rodzaju odnowy. Niemniej podczas tego strajku, który sparaliżował 42 zakłady Szczecina i jego okolic, polityka informacyjna władz była pełna przemilczeń i fałszerstw, zaś w odniesieniu do wszystkich wydarzeń, które miały miejsce od połowy grudnia 1970 r. w reakcji na podwyżkę cen żywności, używano języka agresywnego, obraźliwego wobec strajkujących i demonstrantów, całkowicie zakłamującego ich znaczenie. W dekadzie Gierka Grudzień `70 nie był publicznie obchodzoną rocznicą. Jedyne znane z tego okresu oficjalne wspomnienie rocznicowe dotyczyło debaty Gierka z robotnikami. Przypomniano ją w prasie partyjnej Wybrzeża tylko raz, zresztą lakonicznymi wzmiankami, w styczniu 1972 r. Potem nad Grudniem 1970 r. zaciągnięto kurtynę zupełnego milczenia. Dopiero w 1980 r. "Solidarność" zrealizowała grudniowy postulat: upamiętnienia ofiar wydarzeń sprzed 10 lat. W Gdańsku, Gdyni czy Elblągu w grudniu 1981 r. postawiono okazałe pomniki, w Szczecinie zaś odsłonięto pamiątkową płytę przy bramie głównej stoczni "Warskiego". Ale pierwsze, dopuszczone przez cenzurę naukowe opracowanie poświęcone Grudniowi 1970 ukazało się nieco później, w 1985 r., na dodatek w ograniczonym nakładzie 500 egz. [A. Głowacki, Kryzys polityczny 1970 roku w świetle wydarzeń na Wybrzeżu szczecińskim, Szczecin 1985 - J. G.].

Tytuł dzisiejszego odczytu świadczy o tym, że konsekwencje działań władz komunistycznych mających na celu zepchnięcie Grudnia 1970 r. na margines świadomości społecznej czy wręcz w zupełną niepamięć widoczne są do dzisiaj.
Skutkiem braku rzetelnej informacji czy wręcz dezinformacji towarzyszącej robotniczej rewolcie było wiele mitów, stereotypów bądź zwykłych przekłamań. Niektóre z nich pokutują nadal, nawet w podręcznikach historii. Jednym z nich jest wyolbrzymiona liczba demonstrantów, którzy ponieśli śmierć podczas starć z milicją czy wojskiem. Mit ten jest echem niewiary w oficjalne, opublikowane dopiero po miesiącu nazwiska ofiar śmiertelnych dramatycznych zdarzeń w czterech miastach Wybrzeża. Wymieniają one 44 osoby. Miałem możliwość zapoznania się z aktami śledztwa w sprawie Grudnia '70 prowadzonego przez kilka lat od września 1990 r. przez organa prokuratorskie III RP. Ich lektura jest jednoznaczna: listy zabitych ze stycznia 1971 r. są jak najbardziej wiarygodne. Mimo to np. w bardzo popularnej i zalecanej przez MEN Najnowszej historii Polski 1945-1980 Wojciecha Roszkowskiego znajduje się akapit, w którym autor poddaje w wątpliwość oficjalną liczbę ofiar, sugerując, że mogło ich być faktycznie nawet ok. 800 [jedno z ostatnich wydań tej książki ukazało się w 2003 r. - J. G.].

Czy zawyżona liczba ofiar to jedyny mit dotyczący Grudnia 1970 r.?
Opinia publiczna nierzadko przypisywała komunistom wszystko, co najgorsze, w tym również zwykłe nonsensy, np. rzekome przebieranie się milicjantów w żołnierskie mundury, czy użycie do rozpędzania demonstrantów na ulicach Trójmiasta i Szczecina sowieckich żołnierzy. W Szczecinie i Gdańsku nadal żywa jest, zrodzona "na gorąco", fama o delegacji stoczniowców, która miała udać się do KW PZPR. Pogłoska o jej aresztowaniu przyczyniła się do szturmu demonstrujących na gmachy KW MO oraz aresztu śledczego, celem jej uwolnienia. Kłamstwem gierkowskiej epoki, w znacznym stopniu służącym jej legitymizacji, jest szczególnie żywy mit, słynne "Pomożemy!" stoczniowców Gdańska, przypisywane zresztą również Szczecinowi. Faktycznie jednak słowo to jest mistyfikacją propagandy, nigdy ono nie padło.

Literatura naukowa na temat Grudnia 1970 r. jest dość bogata. Ciągle jeszcze jednak brakuje na tej liście szczecińskiej monografii rewolty grudniowej. Czyż nie należałoby jej oczekiwać od osoby, która w 2000 r. obroniła doktorat na ten temat i jest autorem licznych publikacji naukowych?
Dla wszystkich, którzy oczekiwali ode mnie tej monografii mam dobrą wiadomość. Zakończyłem właśnie jej pisanie. Maszynopis jest już pozytywnie zrecenzowany przez prof. Marka Andrzejewskiego, a przed recenzją prof. Jerzego Eislera. Książka powinna się ukazać w 2012 r.

Czy z pisaniem pracy związane były jakieś problemy?
Liczne. Z punktu widzenia warsztatu historyka największe dylematy powstawały przy wykorzystywaniu informacji pozyskanych z materiałów archiwalnych byłej Służby Bezpieczeństwa. Po zakończeniu strajku otrzymała ona zadanie dezintegracji środowisk strajkowych przywódców. Stąd też w tzw. teczkach przechowywanych obecnie w IPN znaleźć można także niemało wątpliwych informacji o członkach komitetów strajkowych. SB, posługująca się "prawem i lewem", wykonała zadanie "dobrze" np. niewielki procent członków grudniowego czy styczniowego Komitetu Strajkowego ze stoczni "Warskiego" był aktywny w strajkach sierpnia 1980 r. Mimo iż informacje zawarte w aktach byłej SB sporo tłumaczą, nie wszystkie jednak można i należy upubliczniać. Powiem więcej: nie godzi się tego robić. SB uderzała bowiem w "słabe punkty" tzw. figurantów, najczęściej związane z wrażliwymi (sensytywnymi) sferami ich życia. W konflikcie interesu badawczego i ochrony dobrego imienia stoję - także jako osoba zaangażowana w działalność opozycyjną - po stronie tego drugiego, bo oczywiście żywi ludzie są ważniejsi od nawet najlepszych publikacji.

dr Michał Paziewski (ur. 1953) - adiunkt w Instytucie Politologii i Europeistyki US; 2000 r. praca doktorska Grudzień 1970 roku we Szczecinie; 2010 r. książka Debata robotników z Gierkiem. Szczecin 1971, będącą naukową edycją magnetofonowego zapisu debaty, która 24/25 stycznia 1971 r. odbyła się w Szczecinie między strajkującymi stoczniowcami stoczni "Warskiego" a nowym szefem PZPR, Edwardem Gierkiem (nominacja do Nagrody Historycznej 2011 tygodnika "Polityka"); autor kilkudziesięciu artykułów dotyczących głównie opozycji i oporu społecznego oraz kultury niezależnej w PRL, opublikowanych w pracach zbiorowych oraz w renomowanych periodykach krajowych ("Dzieje Najnowsze", "Tygodnik Powszechny", "Wolność i Solidarność", "Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej", "Karta") i zagranicznych ("Zeszyty Historyczne"). Za działalność opozycyjną wobec dyktatury komunistycznej odznaczony w 2011 r. Krzyżem Wolności i Solidarności.