Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

01-03-2012 13:55

Prezentowana do 22 kwietnia w Muzeum Narodowym wystawa malarstwa z kolekcji Ericha Marxa jest piękna. Całość dość zabawna, z pewnością pozytywnie nastrajająca. A to wszystko w miejscu utożsamianym z permanentną afrykańską wioską.
Mimo że ekspozycja nie jest duża, na zwiedzenie jej spokojnie można poświęć godzinę, może i półtorej. Zazwyczaj pojedyncze obrazy nie są wystarczające do odebrania pełnego przekazu poszczególnych autorów, lecz tutaj i tak są świetną jego namiastką. Kwintesencją. Esencją. Myślę że nasze miasto czekało na tę wystawę, potrzebowało jej już od dawna. Ja zdecydowanie tak.


Maestro Rogalski
Spośród prezentowanych twórców moim faworytem jest Zbigniew Rogalski. Jak możemy przeczytać w wydanym z okazji wystawy katalogu "Studia zaparowanych luster i szyb okiennych, odbijających się jeden w drugim obrazów, służą jednak Rogalskiemu czemuś więcej niż tylko badaniu fizyki widzenia". Te niezwykle czyste obrazy, ujmująco proste, o ograniczonych środkach wyrazu mówią bardzo wiele. Intrygujący, poniekąd zabawny jest zabieg nienadania podwójnego tytułu: każda z bezimiennych prac jest opatrzona skrytym w nawiasach "podtytułem" będącym nazwiskiem jednego z wielkich myślicieli. W przypadku prac, które możemy oglądać - Nietzschego i Kanta.

Prace są interesujące również plastycznie - doskonałe (ostatnio jedno z moich ulubionych zagadnień) studium bielszych odcieni bieli. Ale także głębokich niebieskości.
Zachęcam wszystkich do zbliżenia się do tych dwóch stosunkowo niewielkich formatów i prześledzenia poszczególnych pozostawionych nań śladów. Historia ta nie ma końca.

Dzieła godne polecenia
Uwagę też zwraca praca Romana Lipskiego będąca dla mnie niejaką technologiczną zagadką. Ten metalicznie połyskliwy, zgrafizowany, malowany kolejnymi lekkimi warstwami mocno narracyjny obraz opowiada. O czym? - możemy tylko się domyślać, jako podpowiedzi chwytając się charakterystycznie zbudowanej przestrzeni i elektryzującego czystą żółcią konturu wokół postaci.

Oczywiście zatrzymać się należy także przy "Pracowni malarza" Kiefera. Sama nie wiem czy przez wartościowość pracy czy przez uznanie dla samego nazwiska... Jednak materia, dotykalność tego dzieła w porównaniu z wyżej wspomnianymi są nader ciekawe.

Aranżacyjna wędrówka
Pozostając przy tym kontraście poruszę inny aspekt - aranżacji ekspozycji, wg mnie bardzo umiejętnej. Została ona podzielona. W pierwszej części widzimy prace w pewnym sensie silniejsze. Ekspresjonistyczne, komuś mogące wydawać się brudnymi, lecz o mocnych kolorach. Ewidentnie powstałe pod wpływem impulsu (oprócz ww. Kiefera np. "Ręka ze święcą" Dahna czy z pewnością podobający się dzieciom "Bohater absyntu" Sandro Chia).

W kolejnej sali czekają na nas prace, jak sądzę, kojarzące się ze stereotypem sztuki najnowszej. Czyste, spokojne, przemyślane, w pewnym stopniu surowe, jednocześnie poetyckie, każące doszukiwać się głębszej koncepcji. Tutaj właśnie wisi "mój" Rogalski i drugi wymieniony Lipski, ale także nasza chluba narodu (na mnie nie wywierająca większego wrażenia) Sasnal, czy mogący się kojarzyć z rodzimą nam Szeszycką, bądź nie tak dawno wystawianym na Końskim Kieracie Lipnickim - Rafał Bujnowski i jego "Skacząca".

W tej części mamy też całkiem przyjemną (choć nie jestem pewna czy taka powinna być) instalację Michaela Beutlera pt. "Dodaj czadu". Zwraca ona uwagę, iż kolekcja dobrodzieja Marxa to nie tylko malarstwo, ale przywodzi też na myśl hasło zeszłorocznego konkursu Gepperta "Co robi malarz?".

Wisienka na torcie
Sądzę że wystawa ma także duże walory edukacyjne. Mimo, jak już mówiłam, pojedynczych przykładów dzieł poszczególnych twórców jest ona przekrojowa - pokazuje wiele z tendencji malarstwa współczesnego. A jeszcze więcej rozwiązań malarskich i autorskich tricków, które dla spostrzegawczych i tych czytających podpisy pod obrazami mogą być nie lada gratką.

Podoba mi się także wyeksponowanie katalogów, zarówno ogólnego wystawowego, jak i tych mówiących o kilku poszczególnych z wystawianych malarzy. Wygodne miejsce, w którym się znajdują pozwala nie oddalając się od prac, nie przerywając ciągu myślowego nadrobić braki w wiedzy, potwierdzić lub obalić przypuszczenia, bądź po prostu przysiąść i oddać się jeszcze głębszej kontemplacji.