Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

23-03-2012 14:17

W najbliższy wtorek w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego w kinie Szczecińskiego Inkubatora Kultury odbędzie się pokaz filmu dokumentalnego "To tylko zwierzęta".
Przed projekcją polecamy rozmowę z pochodzącymi ze Szczecina twórcami filmu - Łukaszem Musiałem i Adamem Ptaszyńskim.


Premierowe pokazy w siedemnastu miastach Polski w ciągu siedmiu dni. Tysiące wejść na stronę internetową filmu. Setki widzów, którzy poświęcili swoje popołudnie, aby dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak w naszym codziennym życiu wykorzystujemy, skazujemy na cierpienia i zabijamy zwierzęta, aby zaspokoić pragnienie luksusowych produktów takich jak futro, czy też wątpliwej przyjemności rozkosze podniebienia. Czy nasze relacje ze zwierzętami mają więc szansę zmienić się na lepsze?

Film "To tylko zwierzęta" szczecinianie mogli obejrzeć 10 marca w Kinie Obserwatorium. Mieli również sposobność do zadania pytań jednemu z autorów filmu. Ja z obydwoma, Łukaszem Musiałem i Adamem Ptaszyńskim, rozmawiałam kilka dni przed premierą, podczas sympatycznej pogawędki przy herbacie i - oczywiście wegańskich - ciastkach.

Cyrk nie może śmieszyć
Norki uwięzione w rzędach ciasnych, brudnych klatek. Ferma przywodząca na myśl obóz koncentracyjny. Zwrócone w stronę kamery, pełne cierpienia i rezygnacji oczy przestraszonych zwierząt. Pracownik fermy, rzucający ze złością próbującym wymknąć mu się zwierzęciem. Bita i kopana, nie mogąca ustać na nogach chora krowa, popychana przez robotników, próbujących zmusić ją, by weszła do przyczepy, która zabierze ją do rzeźni. Hodowcy licytujący cenę koni, które za chwilę wyruszą w wielogodzinną podróż do Włoch - po okrutną śmierć. Uwięziony w cyrkowej klatce - wbrew naturalnej potrzebie ruchu i przestrzeni - tygrys.
Takie obrazy oglądać mogliśmy już nie raz w licznych, dostępnych w sieci filmach. Tym razem jednak pochodzą one z Polski - te sceny rozgrywają się tuż obok nas, zaś głównymi sprawcami tego koszmaru jesteśmy my wszyscy - ludzie, konsumenci.

Nieświadomi mniej cierpią?
Łukasz: Większość ludzi nie ma pojęcia o tym, co dzieje się wokół nas, a co staraliśmy się pokazać w filmie. Że mamy w Polsce targi koni. Że w naszym województwie istnieją fermy norek liczące dziesiątki tysięcy zwierząt. Poruszamy tematy, które dotyczą naszego kraju, naszego regionu. Chcemy uświadomić społeczeństwo, że każdy człowiek ma wpływ na krzywdę, którą wyrządza się zwierzętom, że każdy w tym uczestniczy, nie wiedząc, w jaki sposób produkowane są spożywane przez niego produkty - mięso, mleko, jajka; albo w jakich warunkach żyją zwierzęta. Że jesteśmy nieustannie okłamywani przez przemysł mleczarski, mięsny, futrzarski, choćby oglądając reklamy, w których szczęśliwa krowa zachwala swoje mleko a kura pasztet z własnego ciała - reklamy, w których zupełnie pomija się kwestie zdrowotne, etyczne, ekologiczne. Ale chcemy powiedzieć również, że ludzie mogą zmienić swoje wybory konsumenckie, a tym samym obecną sytuację zwierząt.

Z pracowitością mrówki
Twórcy ze Szczecina pracowali nad filmem przez prawie dwa lata, zajmując się wszystkimi etapami produkcji - od zbierania materiału, przez długotrwały montaż, po promocję. Sami zajęli się również muzyką - zresztą niezwykle poruszającą, pełną niepokoju - jak emocje, które towarzyszyły widzom po wyjściu z kina.

Łukasz: Najpierw pojawiły się materiały, które chcieliśmy pokazać ludziom. Początkowo film miał dotyczyć przemysłu futrzarskiego, ale zdecydowaliśmy się na omówienie większości ważnych dla nas tematów.

Film wyprodukowali własnym nakładem kosztów, bez sponsorów, pomijając całą procedurę niepotrzebnej biurokracji. Na tym między innymi polega niezwykłość tego projektu - że został zrealizowany oddolnie, nikt na nim nie zarabia, nikt nie ma wyłączności na jego dystrybucję, nie posiada praw autorskich. Każdy będzie mógł ściągnąć film zupełnie legalnie z sieci, dzięki czemu ma on szansę trafić do szerokiej rzeszy ludzi zainteresowanych tematyką zwierząt.
Do projektu zaprosili między innymi filozofa, lekarza, artystę, członków organizacji pozarządowych, dzięki czemu relacja człowiek-zwierzę ukazana została z różnych perspektyw.
Autorzy chcieli stworzyć również możliwość zaangażowania się osobom, które na swój sposób postanowiły włączyć się do tego przedsięwzięcia, pomagając przy tworzeniu strony internetowej czy organizując pokazy. Wiele (często anonimowych) osób wspomogło prace nad filmem swoimi umiejętnościami, materiałami lub funduszami. W końcu film jest również formą aktywizmu. I pokazuje, że niewielkimi środkami, dzięki własnym chęciom i przyjaznemu nastawieniu ludzi, można zrealizować spory projekt.

Lisi spryt
Adam: Stoimy przed sklepem mięsnym i widzimy, że na wystawie jest automatyczna krajalnica mięsa. Mamy przy sobie, jak zawsze w pogotowiu, kamerę. Żeby nagrać materiał, trzeba się wykazać odrobiną sprytu. Weszliśmy, dostaliśmy zgodę, nagraliśmy. Po czym padło pytanie, do jakiego to filmu. Spojrzeliśmy na siebie, nie mając uzgodnionej żadnej wersji, a przyznać się przecież nie można... Łukasz powiedział, że kręcimy film o zdrowym odżywianiu - właściwie nie było to dalekie od prawdy. Sprzedawczyni na to, że to dobrze, bo to ważny temat, a tu mają same zdrowe rzeczy...

To trzeba przejść
Jak widać, jest co zmieniać. Ale nie tylko przyzwyczajenia i przekonania naszego społeczeństwa stają na drodze podczas realizacji filmu. Są też kwestie czysto techniczne, jak jakość materiału nagrywanego za pomocą różnych urządzeń, czy tak przykre sytuacje, jak kradzież kamery. Poza tym...

Łukasz: Przeglądanie wciąż tego samego materiału...
Adam: Patrząc nieustannie na te same obrazy, musisz je traktować jako materiał...
Łukasz: Zdystansować się...
Adam: Wyłączyć się...
Łukasz: Czy można mówić o dobrym ujęciu, kiedy widzimy bite zwierzę?

Interesuje mnie jeszcze, co zmienia się w człowieku, który miesiącami gromadzi i ogląda materiały, dokumentujące okrucieństwo naszego gatunku względem innych zwierząt? Czy można być tylko filmowcem, twórcą, artystą? Czy można później ot tak powrócić do normalności, do codziennego życia?

Adam: Jak zaczynaliśmy kręcić, byłem jeszcze wegetarianinem. Dzięki pracy nad filmem przestałem jeść nabiał, wiele rzeczy do mnie dotarło. Wcześniej nie było w moim wegetarianizmie, wyrosłym na lekturach, takiej żarliwości. To trzeba przejść...

Łukasz: To daje porządnego kopa do działania. Inaczej, jak widzi się takie rzeczy na ekranie; inaczej, jak ogląda się zwierzęta w klatkach przez płot, pawilony ciągnące się na długości stu metrów, kilkadziesiąt tysięcy patrzących na ciebie norek, słyszysz je, czujesz smród ich niesprzątanych odchodów. To utwierdza mnie w przekonaniu, że to, co robię, ma sens.

Film daje nadzieję
Siedząc w sali kinowej patrzę na poruszonych, czasami zakrywających oczy młodych ludzi, którzy po projekcji mają jeszcze wiele pytań do autora filmu, chcą też wiedzieć, jak można włączyć się w działania, gdzie szukać pomocy, kiedy chce się przejść na weganizm. To nastraja pozytywnie.

Adam: Może teraz jest w ogóle lepszy klimat społeczny, sprawiający, że ludzie szybciej dochodzą do tego, czym jest wegetarianizm, zdrowe odżywianie. To jest totalna zmiana w życiu - ale teraz może przyjść łatwiej i nasz film może się w tym przydać.


O twórcach filmu:
  • Łukasz Musiał - szczeciński aktywista, działający głównie dla zwierząt. Organizator comiesięcznych spotkań z weganizmem, pokazów filmowych, wydarzeń i protestów o charakterze społecznym i proanimalistycznym. Działacz Ogólnopolskiej Kampanii Przeciwko Wiwisekcji stoptestom.info
  • Adam Ptaszyński - autor reportaży i filmów dokumentalnych, współpracuje ze szczecińskimi teatrami.
Wspólnie zrealizowali m.in. teledyski "demo.mas."
oraz "stop testom"

Film dostępny jest na stronie totylkozwierzeta.pl
W Szczecinie prezentowany będzie również w ramach Offilmu we wtorek 27 marca o godzinie 18.00 w Kinie Obserwatorium.
2
komentarze
Twrcy prezentuj pikne postawy, mam znajomych, ktrzy s weganami/wegetarianami i szanuj ich decyzje, ale...

Niestety wszystko burzy si w tym tekcie w "Lisim sprycie". Jest tam wyczuwalna wyrana hipokryzja i namiastka pewnego rodzaju "dziecinady". Wtpi, eby pani w misnym miaa problem z faktycznym tematem filmu, zatem dziwi si, e autorzy ukryli ten fakt. Wyglda to troch jak zastraszony katolik, ktry nie zapytany nie powie nic o swojej wierze. A chyba nie o to chodzi w walce o suszn ide.

A dlaczego hipokryzja? Jak zostao zauwaone bya to krajalnica do misa, zatem do produktu przetworzonego. Nikt do takiej maszyny nie wsadza yjcych, w peni wiadomych zwierzt. A kto wie, czy szynka, ktr ludzie bior na plasterki nie bya kiedy szczliwym zwierztkiem. Przecie nie kada hodowla jest od razu horrorem.
maciej plater
23-03-2012 16:03:51
Nie ma w tym hipokryzji i dziecinady. W 99% miejsc zwizanych ze sprzeda misa, jaj, futer itd.. jeli powiesz do czego potrzebne Ci nagranie to zgody nie uzyskasz.. Gdyby nie byo problemu to sklepy misne, przemys zabijania i wyzyskiwania zwierzt pokazywa by prawd w reklamach, a nie wszystko ukrywa.

Nie chodzi o to, e kto wkada by tam yw wini. Chodzi o zasady i ekonomie.

Dla Ciebie nie kada hodowla jest od razu horrorem, ale dla zwierzt tak.. a jak nie od razu to na pewno w momencie kiedy podrzynaj gardo...
daniel pax
23-03-2012 21:37:32