Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

nieważkości 2012 - festiwal tańca współczesnego
01-04-2012 09:06

Pełna sala, sympatyczna prowadząca i cztery spektakle. Tak można streścić zeszły niedzielny wieczór, 25 marca, w Teatrze Polskim w Szczecinie. Wypada jednak napisać więcej, niż krótkie streszczenie - bo na n i e w a ż k o ś c i a c h  zobaczyłyśmy (między innymi) rzeczy piękne.

Nie da się jednoznacznie zrecenzować tych spektakli. Na niektóre z nich miałyśmy spojrzenia różne, pominięcie którejś z opinii byłoby niesprawiedliwe. Być może jedna nie zauważyła tego, co rzuciło się w oczy drugiej. A niedomówień chcemy unikać.

Kiosk Ruchu bez tabu
{ Lidia } Zaczęło się ciekawie, odważnie, może nawet dość kontrowersyjnie. Kiosk Ruchu zaprezentował nam spektakl Konkrecja. Kobiety jako towar, seks jako pieniądz, mężczyzna jako konsument. Szepty na sali, poruszenie. Niektórym się nie podobało. Chyba między innymi o wywołanie sprzeciwu na widowni grupie chodziło. Bo choć taka tematyka w teatrze poruszana jest nieczęsto, a środki przekazu wykorzystane przez tancerzy były odważne, to granica nie została przekroczona. Może ciut naprężona, przesunięta - ale nie przekroczona. Obejrzałam i pomyślałam: "to było mocne". Spektakl dał do myślenia.
A sam warsztat taneczny? Nie jestem biegła w tej kwestii, ale widać było, że tancerze nie przywiązywali przeogromnej wagi do precyzji wykonywanych ruchów (co nie oznacza oczywiście, że tańczyli niedbale). I dobrze! Dzięki temu w tańcu, który zobaczyłam, urzekła mnie lekkość, spontaniczność, po prostu... Piękno. Pewien rodzaj piękna. Tancerze Kiosku Ruchu wyglądali, jakby byli przyjaciółmi - nie tylko na scenie, ale i w życiu.

fot. Jakub Bessarab, Photographica Nova

{ Hania } Wcześniej czy później chyba każdy człowiek spotyka się z tymi pojęciami. Boi się ich. Zna je, myśli o nich, ale nigdy o nich nie mówi. Każdy jest prawie pewny, że to go nie dotyczy i nie warto o tym pamiętać...
Tymi strasznymi rzeczami są między innymi choroby weneryczne, seks w jakichkolwiek warunkach i miejscach, czy nawet nekrofilia.
Otwierający niedzielny wieczór spektakl pod tytułem Konkrecja przypomina widzowi o niebezpieczeństwach, na które można trafić codziennie.
Jest grono kobiet, jest mężczyzna. Poprzez podobne zielone stroje i ruchy, kobiety jakby się łączą w swoim myśleniu. Każda ma kontakt z tym mężczyzną. Żadna nie domyśla się, jak okropne mogą być skutki kontaktu z nim. Rozumiem, że nie wiedzą również o swoim wzajemnym istnieniu. Wydaje się, że są tylko lalkami w ręku wszechwiedzącego i silnego mężczyzny. Czy jakąkolwiek kocha? Nie. Wykorzystuje je. Zaraża sobą. One przez niego umierają, stają się szalone albo jeszcze bardziej go pragną. To szaleństwo doprowadza je do zazdrości, a nawet zabójstwa...
Myślę, że autor tego spektaklu nie chciał w żaden sposób ani uczyć, ani straszyć publiki. Chciał pokazać niewiedzę współczesnego człowieka, brak zastanowienia się przed kontaktem z inną osobą, ślepą zwierzęcą potrzebę, która doprowadza do szału, choroby i śmierci.

Przekaz ukryty... Za bardzo
Potem na chwilę nastąpił spadek formy. Na deski teatru wyszedł Polski Teatr Tańca z Poznania. I choć choreografia była piękna, a tancerze po prostu dobrzy, to czegoś nam w spektaklu The Outline zabrakło. Poruszenia, emocji... I korespondencji rzeczywistego przedstawienia z tym, co zostało powiedziane o występie grupy, zanim kotary się rozsunęły.

Frozen. Piękno poruszające
I wreszcie gwiazda wieczoru - Yaron Shamir i Meytal Blanaru.

{ Hania } Półnagi mężczyzna, półnaga kobieta. Odwróceni plecami do publiki symbolizują życie samotne. Ich plecy są bardzo napięte, przez cały czas w różny sposób się ruszają, pokazując, że życie tych ludzi jest tak samo napięte, pulsujące... Stoją obok siebie, co znaczy, że na pewno się znają, idą obok siebie. I nagle zaczynają rozumieć, że chcą być razem.
Na początku są spokojni i szczęśliwi, ale później zaczyna się prawdziwa walka. Nie chodzi tu o miłość, bo każdy oglądający Frozen wie, że to uczucie wraz z nieskończonym pragnieniem przepełnia bohaterów. Więc jaka tu może być walka? Z samym sobą. Ze swoimi przyzwyczajeniami z życia samotnego. Męczy tylko jedno pytanie: czy kochać i poświęcić się dla drugiego człowieka, czy wyrzec się miłości na rzecz własnej swobody i dotychczasowego "spokoju"? Płacz, rozpacz, pragnienie miłości doprowadza ich do łez. Nie wytrzymują bez siebie. Rzucają wszystko i ofiarują swoje przyzwyczajenia, całe swoje życie dla miłości.
Kochać to znaczy ofiarować, oddawać. Tylko ludzie się strasznie boją coś swojego stracić, trzymają wszystko przy sobie. Nie domyślają się, że oddając coś dla kochanego człowieka otrzymują tysiąc razy więcej. Po co te wątpliwości? Przecież i Twoja miłość idzie obok Ciebie.

fot. Jakub Bessarab, Photographica Nova

{ Lidia } "Boże, jakie to piękne" - pomyślałam raz, drugi i trzeci... A potem już nie chciałam myśleć, może nawet nie mogłam, bo zatopiłam się w spektaklu, bo poczułam na własnej skórze miłość tej dwójki, bo odniosłam wrażenie, że on - już nie tancerz, ale po prostu człowiek - prawdziwie kocha swoją towarzyszkę... W tym spektaklu piękna była i choreografia (w tym precyzja, przywiązanie wagi do szczegółu, do każdego ruchu), i przekaz. Na sali panowała cisza. Po występie brawa przez długi czas nie ustawały.

Kłótnia o ciepło
{ Lidia } Zakończenie - moim zdaniem trochę "na siłę". Jakby organizatorzy nie wiedzieli, czym wypełnić lukę, która została w planie. Pojawił się Teatr Tańca Ego Vu z Gryfina w spektaklu Współczynnik przenikania ciepła. W rzeczywistości były to dwie tancerki w dżinsach i zielonych bluzkach. Już same stroje były dla mnie odpychające. Choreografia? Ja tam tańca nie widziałam. No, może momentami. Po długiej, obiecującej zapowiedzi zobaczyłam spektakl, na którym przypomniało mi się, że jestem głodna i że gniecie mi się spódnica, kiedy tak siedzę. To był definitywny brak przenikania ciepła.

fot. Jakub Bessarab, Photographica Nova

{ Hania } To był spektakl na temat niepewności. Zrobić coś, czy nie? Wrócić do kogoś, kto kiedyś był dla Ciebie bliski, czy stać na swoim? Wybaczyć, czy zamknąć się w sobie i nikogo nie wpuszczać do swojego serca? Cała nasza natura jest nietrwała, niepewna.
Dwie bohaterki, ubrane jak na co dzień, przedstawiają zwykłych ludzi, a dokładniej stany ich duszy, ich uczucia, wewnętrzne walki. Przedstawienie różniło się od wszystkich nie tylko "codziennością", lecz również muzyką. Były to raczej oderwane dźwięki, odgłosy, niż kompozycja całościowa. Dzięki temu stworzyła się taka dziwna i niepewna atmosfera. Przypominając sobie ten spektakl, ja również czuję tę niepewność: w jaki sposób ja bym dokonała wyboru? Co bym wtedy odczuła? Chyba to samo, co bohaterki: strach, złość, agresję, brak siły... Chciałabym, jak one, uciekać od wyboru. Ale... Zostawić wszystko tak, jak jest? Nie da się. Okoliczności wymagają decyzji. Rodzi się zdenerwowanie, niezrozumienie, bieganie w kółko. W końcu po wszystkich walkach i przeszkodach decyzja zostaje podjęta.
Jestem zdziwiona, zszokowana, że bez słów tak doskonale rozumiałam stany duchowe bohaterek. Tylko dźwięki, mimika, ruchy, taneczne kombinacje. Ciężko powiedzieć o wszystkim, co widziałam - nie potrafię wyjaśnić ogromu swoich wrażeń i przemyśleń. Mało tego - nie jestem pewna, czy moje interpretacje są zgodne z pomysłem autora spektaklu. Ha! Niepewność...

Teatr odpompowany
{ Lidia } Tym, co dostrzegłam już na pierwszy rzut oka, był brak teatralnego nadęcia. Przed otwarciem sali przyjrzałam się ludziom, którzy przyszli na spektakl. Większość z nich pewnie ma coś wspólnego z tańcem. Do teatru niektórzy przyszli w dżinsach, adidasach, z przyjaciółmi. Uśmiechnięci.
Teatralnej pompy nie uruchomiła też prowadząca niedzielną uroczystość. Dziewczyna radosna, śmiejąca się z własnych przejęzyczeń, wyluzowana. Może nawet ciut za bardzo.
I wszystko niby fajnie, lekko i przyjemnie, ale... Ja w gruncie rzeczy przyszłam do teatru. A jak już idę do teatru, to mam ochotę na odrobinę tej powagi, nawet nadęcia. Na poczucie, że korzystam z tak zwanej kultury wysokiej. Mimo wszystko.
Podsumowanie festiwalu było więc pełne dysonansów. Coś mi nie grało, ale... Ostatecznie i tak było mi za mało. Chętnie obejrzałabym jeszcze jeden lub dwa spektakle.

{ Hania } Pomijając świetną organizację festiwalu, obecność znanych aktorów, fascynujące wystąpienia czterech zespołów, pod koniec wieczoru czułam się zmęczona i nawet zła. Dlaczego?
Wystarczy przypomnieć sobie Panią prowadzącą cały festiwal. Niezwykle głośna, cały czas śmiejąca się i prosząca o brawo dla siebie pasowałaby raczej do prowadzenia programu muzycznego na MTV. Na festiwalu o ciężkiej do zrozumienia i poważnej tematyce ten dziecięcy śmiech był (delikatnie mówiąc) zbędny. Uważam również, że śmiać się ze znanego tancerza, gościa z Izraelu, nawoływać do "przyglądania się" mu, w ogóle jest niewybaczalne.
Zdziwiła mnie również obecność na takich spektaklach dzieci! "Mamo, a dlaczego oni tak skaczą?" - pytało pięcioletnie dziecko, oglądając erotyczne sceny pierwszego spektaklu.

Jeśli jednak miałybyśmy podsumować wieczór, to należał do tych udanych. Był ciekawy, inny.
I po kilku latach obie zatęskniłyśmy za tańcem, bo niektóre spektakle wywołały w nas piękne emocje.
2
komentarze
dobry tekst dziewczyny! pozdrawiam
magda
02-04-2012 12:34:32
Gratuluj Lidii.
Szlifuj dalej.
k23
05-04-2012 20:10:06