Piątek - --
Sobota - --
Niedziela - --

11-07-2012 15:48

Projekt ECO DIY (ECO Do It Yourself) realizowany przez szczecińską Zachętę miał na celu skonstruowanie "ekologicznej wioski". Inspiracją była obserwacja prowizorycznych zabudowań występujących na ogródkach działkowych czy też w miejscach letniego wypoczynku, a także idea recyklingu.
Ostatnie z wymienionych założeń możemy uznać za spełnione. Na Łasztownię zwieziono wiele śmieci. Niektóre z nich znalazły zastosowanie. Jednak czy ta inicjatywa nosi artystyczne wartości, pozostawiam do indywidualnej oceny.


ECO-komuna
Trudne jest doszukiwanie się artyzmu we wszystkich podjętych tu zabiegach, nawet jeśli zastosowane rozwiązania są kreatywne i wymagają pewnej dozy twórczości i pomysłowości. Wiedząc też o pomocy techniczno-technologicznej, bez której nie powstałyby niektóre z obiektów, najść może także zwątpienie w szczerość wobec niektórych założeń inicjatywy. Jedno jest pewne - na naszej nadodrzańskiej wyspie powstała wspólnota, podobna do niegdysiejszych komun. Ci, którzy mogli wejść na teren działań obserwowali życie grupy artystów bądź wybranych osób. I właśnie podejmowanie wspólnych działań, czy też współżycie przez kilkanaście dni na niewielkiej powierzchni, jest dla mnie najciekawsze.

Do It Yourself - Open Yourself
Do zastanowienia się nad aspektami tej akcji skłoniła mnie krótka wizyta na zakończonym już berlińskim biennale. Nawoływało ono do rewolucji i życia w anarchii. Jednak mimo brutalności, z którą możemy kojarzyć te hasła, panowała tam o wiele radośniejsza atmosfera niż tu w Szczecinie.

Berlińczycy-biennalczycy prezentowali ujmująco otwartą postawę. Myślę, że każdy kto zjawił się tam, poczuł się swojsko i swobodnie. Zupełnie inaczej niż spodziewamy się jadąc na tego typu imprezę, zazwyczaj wiążącą się z silnym zinstytucjonalizowaniem.
Nie tylko obejrzałam interesujące prace, ale także przywiozłam ze sobą sadzonkę drzewa oraz zjadłam pyszny obiad - anarchistyczny obiad za eurogrosze, którym najadłam się jak bąk. Gdy świadoma swego łakomstwa zastanawiałam się czy nie przesadzam i nie nadto wykorzystuję sytuację, usłyszałam: "A może jeszcze ciasto?".

Nie jestem w stanie ocenić jak podczas realizacji szczecińskiego projektu czuli się jego bezpośredni uczestnicy. Wiem natomiast, że obserwatorzy i osoby przebywające na Łasztowni z jakiegoś innego powodu, tak swobodnie czuć się nie mogli.
Mocno zamknięta postawa recyklingowców to nie tylko moje spostrzeżenie. Wiem, że w świecie niektóre z komun są zamknięte i niechętnie przyjmują nowych członków. Jednak kontrast pomiędzy berlińską a szczecińską sytuacją jest uderzający.
ECO DIY ani z anarchią, ani z polską gościnnością kojarzyć się nie może.

Jasne punkty ECO DIY
Pomijając wszystko wokół oraz odcinając się od osobistych rozmyślań i emocji, można dostrzec jasne punkty ECO DIY.

Przynoszącą wiele radości pracą site specific jest huśtawko-hamak Łukasza Jastrubczaka. Praca nie tylko doskonale wykorzystuje zastaną przestrzeń, ale także pozwala odpocząć i kontemplować widok miasta z innej niż zazwyczaj perspektywy.

Inną ciekawostką są lampy wykonane ze starych banerów autorstwa jednej z uczestniczek. Są interesujące nie tylko w sferze estetycznej, ale także doskonale wpisują się w obecne trendy, a przede wszystkim są inspirujące: "to nie może być trudne. Ja też przy niewielkim nakładzie środków mogę taką zrobić!".

Interesującym był też wykład Bogdana Achimescu, który w ubiegłą sobotę opowiadał o przetwórstwie i zaradności Rumunów, co zilustrował wdzięcznymi rysunkami własnego autorstwa. Szkoda tylko, że nie mógł dotrzeć do większego grona odbiorców.

Pracą, która w moim odczuciu najbardziej wyczerpuje temat, jest mikro-elektrownia Arka Piętaka. Zdaję sobie jednak sprawę, iż ze względu na słabość do tego artysty, mój obiektywizm może się zacierać. Ekologizm rozumiem nie tylko jako przetwarzanie. Dodatkowym walorem tej pracy jest wytwarzanie energii za pomocą ludzkich mięśni. Nawet przy mojej niechęci do sportu, zwłaszcza roweru, ten projekt, przy ostatnio głośno poruszanym temacie alternatywnych metod pozyskiwania energii, można uznać za kwintesencję ekologii. Ekologii, która jak się okazuje może równolegle funkcjonować z hedonizmem i przekorą, tak charakterystyczną dla Piętaka.

Finisaż
Na koniec muszę przyznać, że projekt ten zainspirował mnie do czegoś więcej niż samodzielnego zrobienia lampy. Mimo że kempingowanie jest mi bliskie, powstała myśl, nie tylko w mojej głowie, o dłuższym niż standardowe wakacje oddaleniu się od rzeczywistości naszej cywilizacji i utworzeniu pewnej enklawy, o czym już rozmawiam z najbliższymi z przyjaciół...

Tymczasem...
co zasila elektrownia, a także inne proponowane przez artystów rozwiązania, zobaczyć można już dziś o godz. 19 na oficjalnym wernisażu ekspozycji, jednocześnie finisażu całego projektu. Instalacje, zabudowy i konstrukcje będzie można oglądać także jutro. W piątek natomiast Łasztownia powróci do swego dawnego wyglądu. Pomijając, mam nadzieję, wspomnianą huśtawkę.