Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

19-05-2011 12:14

A może powinien nosić czerwone? Dlaczego dane nam jest oglądać na scenie Holofernesa niemal w negliżu? Co o "Judycie", najnowszej premierze w Teatrze Współczesnym, mówią kostiumy aktorów? Poczytajmy teatr trochę inaczej, niż zwykle.

Zacznę od dwóch anegdot. Pierwsza jest taka, że czasem zdarza się mojej mamie nie zapamiętać prognozy pogody, bo zapatrzy się na to, w co jest ubrana prezenterka. Druga anegdota pochodzi z życia pewnego aktora, którego zapytano ostatnio "Czy woli grać w kostiumie, czy we współczesnym ubraniu"? O ile telewizyjna prognoza pogody niewiele ma wspólnego, z tym, w co ubrana jest prezenterka, o tyle kostium aktora i nasze zapatrzenie w niego jest już czytaniem spektaklu. Często takim, z którego niespecjalnie zdajemy sobie sprawę skupieni na słowie i działaniu. Szczególnie jest tak, kiedy oglądamy współczesny teatr, gdzie słowo "kostium" nie specjalnie przychodzi nam do głowy, gdy widzimy jeansy i podkoszulek. A jednak, tak, to też świat teatru - skonstruowany, wykreowany.

To, co buduje wizualną stronę przedstawienia "Judyta" jest częścią pewnego języka teatralnego, w którym brutalność miesza się z poezją, tandetność ze stylem, kicz ze szlachetnym pięknem. W surowej scenografii spektaklu Klemma istnieje tytułowa bohaterka. Piękna, gdy planuje zbrodnię i piękna gdy zabija, dziewczynka w trampkach, kobieta w szpilkach, zawsze w dobrze skrojonej sukni. Tylko w pierwszej scenie, siedząc na wysokim kontenerze, odziana w kudłate, czarne futro przypomina dzikiego ptaka. Judyta jest nieokiełzanym żywiołem, jest sensualna i seksualna, kostium ma dopełniać tej roli - musimy pragnąć Judyty, a zarazem jej się bać.
Ciekawy jest także przypadek Holofernesa przywdziewającego na co dzień czarny, dość uniwersalny mundur. Jego wizerunek dopełniony jest charakterystycznym rysunkiem na głowie, która przykuwa naszą uwagę ze zdwojoną siłą - to ona zostanie odcięta. Więcej dzieje się jednak kiedy bohater zanurza się w niewielki, dmuchany basen. Prawie nagi, jedynie w czarnych bokserkach staje się nagle kimś innym - bezsilnym ciałem okrutnika, który, jak dziecko, bawi się w wojnę. I znowu zderzenie, kontrast, groteskowe ujęcie pozwalające na dystans, czasem uśmiech, żeby uderzyć ze zdwojoną siłą ciężarem przekazu.

I jeszcze jeden przykuwający obraz - wizerunek mieszkańców Betulii, zrobiony z tak dużą precyzją i smakiem, że reżyser stawiając przed nami bohaterów daje nam ich podziwiać przez kilka dobrych minut zastygłych w bezruchu. Kostium zbiorowy? Obrazek sprzed lat, kilku mężczyzn wyciętych ze starej fotografii, znamionujących konserwatywne podejście.
Kilka prostych zabiegów, ale wymagających "myślenia spektaklem", pracy na rzecz świata, który musi się zgadzać w każdym szczególe, według zadanych reguł.

Fredrich Hebbel, JUDYTA, reż. Wojciech Klemm, kostiumy: Julia Kornacka, prapremiera polska: 8.01.2011, Teatr Współczesny w Szczecinie