Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

19-05-2011 12:20

Nie lubię Anioła Wolności na Placu Solidarności. Nie chodzi o to, że jestem przeciwny idei upamiętnienia ofiar szczecińskiego Grudnia'70 w formie monumentalnej. On jest po prostu brzydki i całkowicie niewyrafinowany w swej formie.

Jednak często, kiedy obok niego przechodzę, Anioł zadaje mi uporczywe pytanie: co ze szczecińską polityką historyczną?

Wiele mówi się dziś, że społeczeństwo szczecinian cechuje brak tożsamości i poczucia wspólnoty. Usłyszałem nawet kiedyś - z ust jednego z lokalnych literatów - że mieszkańcy tego miasta to społeczność "nomadyczna". Nie chcę wdawać się tu w analizy, czy i na ile ta ukuta przez postmodernistycznych humanistów kategoria trafnie opisuje socjologiczną rzeczywistość Szczecina. Chciałbym zwrócić uwagę na coś innego, co wydaje mi się być w tym kontekście istotne. Na to, że Szczecin, jak się wydaje, ma problem ze swoją historią.

Do 1989 roku była w tej kwestii względna jasność. Komunistyczna władza oswajała mieszkańcom poniemieckie miasto poprzez propagandę Ziem Odzyskanych. W tej opowieści Szczecin był miejscem, które po stuleciach wraca na powrót do Polski. Wystarczyło nieco wnikliwiej postudiować historię tych ziem, by skonstatować, że oficjalna ideologia dość swobodnie poczyna sobie z dziejową rzeczywistością, co by nie powiedzieć, że zwyczajnie ją nagina. Ale prawdą jest to, że wraz z upadkiem komunizmu ze Szczecina wyparowała jedyna polityka historyczna, jaką kiedykolwiek to miasto w swej polskiej historii miało.

Jednym z fundamentów wspólnoty jest wspólna pamięć historyczna. Ta pamięć konstytuuje również tożsamość, stąd obydwie te kwestie są ze sobą nierozerwalnie związane. Wspólnoty nie można budować na samej tylko wizji przyszłości - takie ciągoty są widoczne w ideologii marki Floating Garden 2050 - bo budulcem czegoś teraźniejszego nie może być coś, czego jeszcze nie ma. Jeśli chcemy, by Szczecin uzyskał wyrazistą tożsamość, to jedną z dróg do niej jest namysł nad naszą przeszłością i próby wypracowania wspólnej pamięci historycznej. A owocem tego procesu powinna stać się polityka historyczna.

Czy to w ogóle jest możliwe? A może marzenie o tożsamości i wspólnocie to jedynie archaiczne mrzonki, nieprzystające do rzeczywistości socjologicznej i kulturowej nowoczesnej metropolii? Nie wiem, być może, ale chyba jednak warto próbować. I to jest jedyna odpowiedź, której dzisiaj mogę udzielić Aniołowi.

Artykuł z numeru: [#4] 02/2011
0
komentarze